Rząd nie winien, rząd powinien…

Mierzi mnie całe to gadanie, że Tusk, Sikorski i cały ten nierząd PO mają “krew porwanego Polaka na rękach”. Poniekąd rozumiem jednak takie głosy części rozgoryczonych komentatorów. Uważają oni zapewne, nie bez racji, że tak właśnie wypowiedziałaby się jeszcze dwa lata temu opozycja do spółki z całą medialną hołotą, gdyby zdarzyło się to za rządów PiS-u. Zresztą i teraz tylko czekać aż Niesiołowski lub inna hiena spróbuje obarczyć winą na przykład Macierewicza, a połowa dziennikarskich ścierw wybije to na czołówkach (Aktualizacja wpisu: o, już się zaczęło – Aborcza i jej „anonimowi rozmówcy” dają komendę do salwy).

Znany jest tylko jeden weryfikowalny fakt – porwany obywatel polski nie żyje, zamordowany przez porywaczy. Nie wierzę natomiast, że uzyskam jakiekolwiek wiarygodne informacje na temat działań polskich władz – niezależnie od tego, z jakiego źródła by pochodziły. Wszystkie ewentualne dochodzenia, śledztwa dziennikarskie i jakiekolwiek inne, komisje do spraw – wszystko to byłby zbędny szum.

Nawiasem pisząc, uważam również, że czynniki oficjalne nie powinny niczego z podjętych dotychczas działań ujawniać. Z zasady.

Czego zatem oczekuję?

Odwetu. Od państwa polskiego oczekiwałbym wykonania po cichu jakiejś operacji specjalnej, której efektem powinno być wybicie do nogi skurwysynów odpowiedzialnych za porwanie i zamordowanie polskiego obywatela. Koszty nie grają roli. I to właśnie powinno się ujawnić, po wykonaniu. Bez żadnych dodatkowych komentarzy.