Zagadka rolniczo-ornitologiczna

Napisano:

Obaj, ponieważ wszystko robią razem, byli już w latach 70. wybitnymi (choć trzymali się w cieniu) działaczami opozycji demokratycznej. Od 1980 r. są czołowymi ekspertami “Solidarności”. (…) Cechy osobiste też mają identyczne: poczucie humoru, inteligencję, upór, skromność i flegmatyczny spokój, który nie opuszczał ich nawet w najbardziej dramatycznych momentach oblężenia stoczni. Teraz obaj solidarnie kandydują do Senatu: Lech w Gdańsku, Jarosław po sąsiedzku, w Elblągu.

Zagadka brzmi: o kim pisała w ten sposób Gazeta Wyborcza z 10 maja 1989 roku?

Rząd nie winien, rząd powinien…

Mierzi mnie całe to gadanie, że Tusk, Sikorski i cały ten nierząd PO mają “krew porwanego Polaka na rękach”. Poniekąd rozumiem jednak takie głosy części rozgoryczonych komentatorów. Uważają oni zapewne, nie bez racji, że tak właśnie wypowiedziałaby się jeszcze dwa lata temu opozycja do spółki z całą medialną hołotą, gdyby zdarzyło się to za rządów PiS-u. Zresztą i teraz tylko czekać aż Niesiołowski lub inna hiena spróbuje obarczyć winą na przykład Macierewicza, a połowa dziennikarskich ścierw wybije to na czołówkach (Aktualizacja wpisu: o, już się zaczęło – Aborcza i jej „anonimowi rozmówcy” dają komendę do salwy).

Znany jest tylko jeden weryfikowalny fakt – porwany obywatel polski nie żyje, zamordowany przez porywaczy. Nie wierzę natomiast, że uzyskam jakiekolwiek wiarygodne informacje na temat działań polskich władz – niezależnie od tego, z jakiego źródła by pochodziły. Wszystkie ewentualne dochodzenia, śledztwa dziennikarskie i jakiekolwiek inne, komisje do spraw – wszystko to byłby zbędny szum.

Nawiasem pisząc, uważam również, że czynniki oficjalne nie powinny niczego z podjętych dotychczas działań ujawniać. Z zasady.

Czego zatem oczekuję?

Odwetu. Od państwa polskiego oczekiwałbym wykonania po cichu jakiejś operacji specjalnej, której efektem powinno być wybicie do nogi skurwysynów odpowiedzialnych za porwanie i zamordowanie polskiego obywatela. Koszty nie grają roli. I to właśnie powinno się ujawnić, po wykonaniu. Bez żadnych dodatkowych komentarzy.

Sarzało miażdzy

Od początku aktualnej odsłony “wojny futbolowej” zwróciłem uwagę na teksty Jacka Sarzało, którego opinie niemal zawsze były zgodne z tym, co sam myślę o sprawie. Ale nie dlatego chcę o Nim wspomnieć.

Dziennikarzy generalnie nie lubię, a redakcji w której p. Sarzało pracuje, nie lubię jeszcze bardziej. Moje antypatie nie zmieniają jednak prostego faktu: agorowy portal Sport.pl jest najlepszą witryną sportową w polskim internecie, więc większość informacji o sporcie czerpię właśnie z niego.

Przed chwilą w kanale RSS z aktualnościami sport.pl natknąłem się na taką oto zajawkę:

Kiełbasa wyborcza PZPN

Już w czwartek polska rodzina futbolowa wybierze sobie nowego ojca chrzestnego. Kandydatów ma czterech, co jeden to lepszy.

Dwa proste zdania. Cudownie zwięzłe. Cudownie dowcipne. Zawierające wszystko, co istotne na temat tego wydarzenia. Domyśliłem się, kto ten tekst napisał – Jacek Sarzało właśnie – i trochę mi się żal zrobiło klikając na odnośnik do całego artykułu, że właściwie po takim wstępie nie muszę czytać dalej, a Autor tracił czas pisząc kolejne zdania. Bo te dwa zacytowane wcześniej zupełnie wyczerpują temat  – i treść, i komentarz.

Cały artykuł – niżej. A blog red. Sarzały – tam.

 

PS. Co do odmiany nazwiska redaktora Jacka S. – pisząc tę notkę zmuszałem się, by utrzymać za Sport.pl nieodmienność – a i tak w końcu moje wyczucie jezykowe wypłynęło na wierzch.

Ross-mówki z Dzięciołem, czyli dwaj POsłowie

Platforma Obywatelska – jacy posłowie, tacy wyborcy (i vice versa).
 

Ankietę z okazji tegorocznych matur przeprowadziła Gazeta.pl. Interesujące. Gazeta dla ćwierćyntelygentów urządza sobie kpinki z partii dla „młodych wykształconych” wyborców?