Mądrego to i przyjemnie posłuchać

Inżynier Jacek Gmoch ma reputację śmieszka rysującego po ekranie…

Jacek Gmoch w Google

…a jest to – bez ironii – tzw. Ciekawy Człowiek.

Polecam obejrzeć sobie choćby rozmowy Asa Wywiadu z Gmochem. Właśnie ukazała się świeża. Jeśli nie masz teraz czasu, włącz od dwunastej minuty – dla bardzo interesującej uwagi rzuconej mimochodem na temat pokolenia jego piłkarzy z lat 70-tych.

Wykopmy politykę ze stadionów

Funkcjonariusz GWna red. Wołowski Dariusz zachwyca się na swoim blogu zapowiedzią piłkarza Jana Terry’ego przed właśnie odbywającym się towarzyskim meczem Hiszpanii z Anglią w Sewilli: John Terry ogłosił, że Anglicy opuszczą Ramon Sanchez Pizjuan, jeśli hiszpańscy kibice będą obrażać jego ciemnoskórych kolegów.

Radość red. Wołowskiego jest uzasadniona i do pewnego stopnia się z nim solidaryzuję, ponieważ – oczywiście – gdy ktoś obraża Murzynów z powodu koloru ich skóry, jest to zachowanie niegrzeczne – a jak wiadomo, “z chamstwem należy walczyć…”

Dalej w tekście Wołowskiego jest niestety znacznie gorzej. Pisze on między innymi: Myślę, że sami piłkarze wystarczająco długo wierzyli, że walka z rasizmem to zmartwienie wyłącznie dla tych, którzy futbolem rządzą, a w dalszej części wprost postuluje przyznawanie walkowerów przeciw drużynom, których kibice będą dawali wyraz swojemu rasizmowi.

Na to już mojej zgody nie ma. W szczególności, uważam że walka z rasizmem nie jest zadaniem federacji sportowych. Dlatego wrzuciłem pod jego wpisem na blogu komentarz następujący:

Ciekawe, kiedy Wy, totalniacy, zaczniecie zmieniać (zwłaszcza wstecz) wyniki zawodów sportowych na przykład dlatego, że jakiś sportowiec, trener albo kibic okazał się nie dość poprawny politycznie?
Celowo użyłem słowa "ciekawe" bo raczej nie będę się czymś takim przejmował. Dyscypliny opanowane przez Was staną się równie interesujące jak zawody trójek murarskich za czasów Stalina, a ja sobie znajdę jakiś autentyczny sport do kibicowania.

Lindsey Vonn: piękna, szybka i… dziwna?

Lindsey Vonn ze złotym medalem mistrzostw świata

Oto kobieta wyjątkowa w kategorii tzw. znanych osób. Pierwsze poważne sukcesy w narciarstwie alpejskim odnosiła jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Kildow, po czym w 2007 roku poślubiła p. Thomasa Vonna i… w nowym sezonie PŚ pojawiła się pod nowym nazwiskiem. Nie jakimś podwójnym, tylko tak zwyczajnie: Lindsey Vonn.

Właśnie wczoraj, w Val d’Isere, zdobyła mistrzostwo świata w supergigancie. I powiedziała:

– To on głównie sprawił, że odniosłam tyle sukcesów w ostatnich dwóch latach. Opracowaliśmy plan i wykonujemy go. Razem stanowimy wspaniały zespół – podkreśliła zasługi męża.

Niby zwyczajne, a niecodzienne.

Lindsey Vonn świętuje w Val d'Isere

Panią Vonn podziwiam, panu Vonnowi zazdroszczę, a państwu Vonnom życzę szczęścia :-)

(Zdjęcia agencji Reutera, wraz z cytatem zaczerpnięte ze Sport.pl)

Sarzało miażdzy

Od początku aktualnej odsłony “wojny futbolowej” zwróciłem uwagę na teksty Jacka Sarzało, którego opinie niemal zawsze były zgodne z tym, co sam myślę o sprawie. Ale nie dlatego chcę o Nim wspomnieć.

Dziennikarzy generalnie nie lubię, a redakcji w której p. Sarzało pracuje, nie lubię jeszcze bardziej. Moje antypatie nie zmieniają jednak prostego faktu: agorowy portal Sport.pl jest najlepszą witryną sportową w polskim internecie, więc większość informacji o sporcie czerpię właśnie z niego.

Przed chwilą w kanale RSS z aktualnościami sport.pl natknąłem się na taką oto zajawkę:

Kiełbasa wyborcza PZPN

Już w czwartek polska rodzina futbolowa wybierze sobie nowego ojca chrzestnego. Kandydatów ma czterech, co jeden to lepszy.

Dwa proste zdania. Cudownie zwięzłe. Cudownie dowcipne. Zawierające wszystko, co istotne na temat tego wydarzenia. Domyśliłem się, kto ten tekst napisał – Jacek Sarzało właśnie – i trochę mi się żal zrobiło klikając na odnośnik do całego artykułu, że właściwie po takim wstępie nie muszę czytać dalej, a Autor tracił czas pisząc kolejne zdania. Bo te dwa zacytowane wcześniej zupełnie wyczerpują temat  – i treść, i komentarz.

Cały artykuł – niżej. A blog red. Sarzały – tam.

 

PS. Co do odmiany nazwiska redaktora Jacka S. – pisząc tę notkę zmuszałem się, by utrzymać za Sport.pl nieodmienność – a i tak w końcu moje wyczucie jezykowe wypłynęło na wierzch.

Pekin 2008 – bez pośredników

Warto zobaczyć, dla odmiany, stronę Chińskiego Radia Międzynarodowego.