Komputronik mnie irytuje

Kupowałem komputer dla zaprzyjaźnionej firmy. Wlazłem na stronę Komputronika jak zwykle, wybrałem to co trzeba.

ktr1

OK. Ale ponieważ lubię się zabezpieczyć przed utratą przyjaźni (dla mnie wymiernej) ze strony zaprzyjaźnionej firmy, wszedłem na stronę Komputronika jeszcze raz, tym razem nie bezpośrednio, a z Ceneo.

ktr2

Mozilla Firefox – ostateczne pożegnanie.

W oczekiwaniu na Firefoxa 3.5 odinstalowałem niedawno wersję 3.0.11, arcyciężką i przemułowatą. Odinstalowałem dokładnie, wraz z wszystkimi dodatkami i ustawieniami.

Dziś przywitałem się z nowym, “najlepszym jak dotąd”, produktem Mozilla Corporation. Czysty Fx 3.5 startuje znacznie wolniej i działa gorzej niż poprzednia wersja obciążona kilkunastoma dodatkami, historią, cookiesami itd. Jeszcze tylko zainstalowałem Adblock Plusa i sprawdziłem, czy nadal domyślnym folderem dla downloadu jest Pulpit (Nie, domyslny jest folder „Pobieranie”, którego jako żywo w moim Windowsie XP nie ma – jest w Viście).

To już koniec. Zaczynałem od Firebirda (czy nawet Phoenixa, już dokładnie nie pamiętam), skończyłem na Firefoxie 3.5. Rozszerzeń, bez których trudno mi było żyć, już tu nie zainstaluję. Szkoda mojego czasu, będę sobie musiał radzić bez nich.

Obecna lista moich przeglądarek to, kolejno według częstości używania:

  1. Google Chrome
  2. Windows Internet Explorer 8
  3. Opera 10 (mimo, że sama firma straciła całkowicie moją sympatię działaniami – wspólnie i w porozumieniu z eurwysyństwem – przeciwko Microsoftowi
  4. Flock.

RSS – żyć z nimi trudno, bez nich się nie da ;-)

Grzegorz Marczak na Antyweb zastanawia się, dlaczego technologia RSS, istniejąca od lat, nie może się jakoś spopularyzować. Zainspirowany jego rozważaniami, wrzucę garść swoich przemyśleń.

1. Trzeba zacząć od tego, że nie ma dobrego polskiego odpowiednika słowa „feed”. Microsoft (nawiasem mówiąc twórca czegoś, co nazywało się Active Channel i pojawiło się  w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych) wymyślił nazwę „Źródła”, które się jakoś nie mogą przyjąć. Ja już bym wolał „strumienie”.

2. Instalowane u użytkownika klienty RSS są do niczego – wszystkie.

a) Ich podstawową i wspólną wadą jest – przynajmniej dla mnie – gubienie wiadomości. Klient odpytuje witrynę źródłową tylko gdy jest uruchomiony, a witryny udostępniają zazwyczaj tylko 10-30 ostatnich wiadomości. W przypadku strumieni typu – weźmy pierwszy z brzegu – Sport.pl, na których nowe artykuły pojawiają sie średnio co kilkanaście minut, wystarczy pół dnia przerwy i mamy klops.

b) Poza tym, mają też inne mankamenty związane z użytecznością. Pasek w Firefoxie to kompletne nieporozumienie, takoż obsługa RSS w Internet Explorerze 7+. Osobny przycisk dla każdego strumienia, rozwijane menu tylko z tytułami… koszmar.

c) Klienty typu pocztowego z kolei (Opera, Thunderbird, Outlook, Windows Live Mail) oraz specjalne czytniki RSS nieuchronnie przegrywają walkę z ogromną ilością danych. Po krótszym lub dłuższym czasie nie tylko wyszukiwanie w archiwum staje sie mordęgą, ale wręcz sama nawigacja. (O zapychającym się twardym dysku, zwłaszcza w przypadku podcastów – nie wspomnę.) Najdłużej – u mnie – utrzymał się przy życiu rewelacyjny Feedreader – ale i on po kwartale przyjmowania 100+ strumieni się poddał. (No, prawdę mówiąc, to ja się poddałem. Nie próbowałem co prawda nowszych wersji Feedreadera opartych na MySQL, ale nie sądzę, by nastapiła tu naprawdę istotna poprawa.)

3. O igoogle, netvibes itp. tylko wspominę – to dobre dla maksymalnie kilku strumieni (psiakrew, ta nazwa, wymyślona przed chwilą, zaczyna mi się cholernie podobać!) i paru ostatnich wiadomości z każdego. Tylko tyle miesci się na ekranie. Dalsza nawigacja jest juz zbyt pracoochłonna.

logo Google Readera4. Na placu boju pozostaje wyłącznie Google Reader. Podstawową zaletą GR jest brak wszystkich wcześniej wymienionych wad… a poza tym mamy:
– dostep do całego archiwum
– wyszukiwanie
– możliwość przegladąnia archiwalnych wiadomości ze strumieni dopiero co zasubskrybowanych (jeśli Google dotarło do tych strumieni wcześniej)
– brak konieczności instalowania dodatkowego software
– dostęp do swojego czytnika z wielu miejsc

Wadami Google Readera są: konieczność posiadania konta Google i (domniemane) ograniczenie prywatności użytkownika, a także powolne przechodzenie do wiadomości bardzo archiwalnych. Gdyby udało się te wady wyeliminować, GR stałby się niemal idealny. Piszę “niemal”, bo do ideału brakuje mi już tylko jednej rzeczy – zintegorowania z Readerem funkcjonalności serwisu Iterasi.net – serwisu przechowującego migawki całych stron WWW (ale nie sądzę, by to kiedyś nastąpiło – z wielu powodów)

5. Wracając do pytania podstawowego “dlaczego technologia RSS nie jest tak popularna, jak na to zasługuje” – widzę dwie przyczyny.

Primo: mimo wszystko jest to dla Zwykłego Usera dość skomplikowane. Nie wierzycie? To spróbujcie wytłumaczyć któremuś ZU w prostych słowach: co to jest RSS i jak wygląda zasada działania.
Secundo: nie sądzę, by właścicielom witryn WWW specjalnie zależało na popularyzacji RSS. Nie dość, że obciąża serwery, nie generuje (bezpośrednio) przychodów i nie przyciąga nowych widzów, to jeszcze obniża przychody z reklam wyświetlanych bezpośrednio na stronach.

6. Zagadka sezonu: Dlaczego Google Chrome jako jedyna mi znana przeglądarka W OGÓLE nie obsługuje RSS (choć zdecydowanie najlepiej radzi sobie ze wszystkich przeglądarek z wyświetlaniem Google Readera)? Surprised

Na kłopoty z brakiem feedu – Page2RSS

Trudno uwierzyć, ale wciąż jeszcze istnieją takie witryny WWW o zmieniającej się zawartości, które nie udostępniają kanału RSS. Takie, jak na przykład Nowy Pompon – ostateczna wersja wiadomości. Do niedawna trzeba było taką stronę odwiedzać co jakiś czas, by sprawdzić, czy dodano coś nowego. To przykre, smutne, żałosne i w ogóle obciążające pamięć ;-)
Na szczęście pojawiło się coś takiego jak Page2RSS – serwis, który sprawdza za nas, a gdy znajdzie zmiany na stronie, informuje nasz czytnik RSS. Wszystko to łatwo i darmo. Polecam!

Plan, data, pompa i wielbłąd

IAR podaje:

Unijna bilioteka cyfrowa, którą uruchamiano wczoraj w Brukseli z wielką pompą, działałała zaledwie jeden dzień. Strona www.europeana.eu zawiesiła się, bo serwer nie wytrzymał dużego zainteresowania. Europeana wznowi działalność dopiero w połowie grudnia.

Nasuwają się tu oczywiste skojarzenia z Wielkim Zderzaczem Hadronów, ale pozostanę jednak przy świecie wirtualnym. Wystarczyło odpuścić sobie tę pompę, a wszystko poszłoby gładko – to chyba oczywiste? Wieści o bibliotece rozchodziłyby się stopniowo, takoż rosłaby ogladalność i byłoby mnóstwo czasu na sukcesywne dopasowywanie potrzebnej mocy obliczeniowej serwerów. Ale urzędnicy inaczej nie potrafią, jak tylko sporządzić PLAN, wpisać do niego DATĘ i urządzić wielką POMPĘ. Był pewnie szampan, kawior i przecinanie wstęgi uroczyste kliknięcie Enter.

Komisja Europejska, odpowiedzialna za ambitny projekt spodziewała się, że w ciągu godziny stronę odwiedzi pięć milionów internautów. Tymczasem wczoraj wieczorem było już dwadziesiaścia milionów kliknięć na godzinę. Rzecznik Komisji Martin Selmayr poinformował, że podłączenie dodatkowych serwerów nie poprawiło sytuacji i stronę trzeba było zamknąć. „Nie będziemy za to przepraszać, ale bardzo żałujemy, że Europeana nie działa tak jakbyśmy sobie życzyli” – mówił. Komisja nie uważa też, że to porażka. „To nieoczekiwany sukces. Euroepana jest ofiarą swego sukcesu. Przy takim zainteresowaniu nawet profesjonalne firmy miałyby problemy z obsługą. W ciągu jednej sekundy tysiące internautów chciało zobaczyć na przykład Mona Lisę” – tłumaczył rzecznik.

Patrzcie państwo, te tłumoki myślały, że są w stanie zaplanować ilość wejść na stronę w pierwszym dniu :)
Coś z zupełnie innej beczki: gdy Robert Kubica dojechał po raz pierwszy na punktowanym miejscu do mety, po czym został natychmiast zdyskwalifikowany za zbyt niską wagę bolidu, team BMW Sauber jednak nie trąbił o “sukcesie”.

A żądło, jak to zwykle bywa, tkwi w samym ogonie wypowiedzi rzecznika. “Nawet profesjonalne firmy miałyby problemy”. Teraz już można przestać się dziwić. Skoro eurobiurokraci sami mają (słuszną) świadomość, że są amatorami, to i jasne się staje, że za sukces mogą uznać właściwie wszystko – włącznie z tym, że nikt się podczas wielkiej pompy nie porzygał pod stół.

PS. Co to jest wielbłąd? – Jest to koń zaprojektowany przez komisję.

Nic, naprawdę nic nie pomoże, jeśli ty nie masz za grosz ostrożności

Typowy spam. Nie taki całkiem nowy, bo czytałem o nim jakieś dwa dni temu. Typowy link do – tym razem – "najnowszej aktualizacji Internet Explorera", typowy plik EXE.  Ściągnąlem, posłałem do virustotal.com i oto bardzo nieciekawe wyniki:

Plik IE-7.0.exe otrzymany 2008.08.14 21:08:02 (CET)

Wynik: 4/36 (11.12%)

Tylko CZTERY z przebadanych antywirusów stwierdziły, że coś z tym exe jest nie tak…

 

Antywirus

Wersja

Ostatnia aktualizacja

Wynik

AhnLab-V3

2008.8.15.0

2008.08.14

AntiVir

7.8.1.19

2008.08.14

Authentium

5.1.0.4

2008.08.14

Avast

4.8.1195.0

2008.08.14

AVG

8.0.0.161

2008.08.14

BitDefender

7.2

2008.08.14

CAT-QuickHeal

9.50

2008.08.14

(Suspicious) – DNAScan

ClamAV

0.93.1

2008.08.14

DrWeb

4.44.0.09170

2008.08.14

eSafe

7.0.17.0

2008.08.14

Suspicious File

eTrust-Vet

31.6.6032

2008.08.14

Ewido

4.0

2008.08.14

F-Prot

4.4.4.56

2008.08.14

F-Secure

7.60.13501.0

2008.08.14

Fortinet

3.14.0.0

2008.08.14

GData

2.0.7306.1023

2008.08.14

Ikarus

T3.1.1.34.0

2008.08.14

Trojan-Downloader.Win32.Renos.AQ

K7AntiVirus

7.10.415

2008.08.14

Kaspersky

7.0.0.125

2008.08.14

McAfee

5361

2008.08.14

Microsoft

1.3807

2008.08.14

NOD32v2

3355

2008.08.14

Norman

5.80.02

2008.08.14

AntiVirus2008.gen1

Panda

9.0.0.4

2008.08.14

PCTools

4.4.2.0

2008.08.14

Prevx1

V2

2008.08.14

Rising

20.57.32.00

2008.08.14

Sophos

4.32.0

2008.08.14

Sunbelt

3.1.1542.1

2008.08.13

Symantec

10

2008.08.14

TheHacker

6.3.0.3.046

2008.08.13

TrendMicro

8.700.0.1004

2008.08.14

VBA32

3.12.8.3

2008.08.14

ViRobot

2008.8.14.1337

2008.08.14

VirusBuster

4.5.11.0

2008.08.14

Webwasher-Gateway

6.6.2

2008.08.14

Państwo Przyjazne Palikotowi, czyli bash na Notatkach

Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:45):
ha wlasnie pisalem oswiadczenie ze tekstylna reklamowka nie zawiera azbestu
celnik to chciualk
chcial
mam 2 reklamowki w paczce
i tajwanka wpisale je na fv ze sa warte 20 centow
Użytkownik tolep mówi (12:46):
:D
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:46):
i on sie mnie pyta czy sa toksyczne dla srodowiska
i czy sa do produktow spozywczych
Użytkownik tolep mówi (12:46):
masakra
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:46):
wiec pod gorzba art 233 musalem napisac ze nie maja azbestu
i przez to 48h mi cli paczke
a gdyby ich tajwanka nie wpisala na fv
to by nic nie bylo
ja mowie wywal pna je
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:47):
otworz i wypierdziel
niestety nie moge
to ja panu napisze z eprosze o ich skasowanie
niestety nie
Użytkownik tolep mówi (12:47):
tekstylna reklamowka… GreenBag znaczy :)
i jak tu byc ekologicznym
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:47):
tak jest napisane
nawet na fv
wiec wydrukowalem 4 kartki a4
Użytkownik tolep mówi (12:48):
emitując przy tym CO2
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:48):
na pierwszej wersji tluamczenia napisale torba reklamowa
a potem musialem napisac ze tekstylana
kolega napisal ze foliowa
jaja ogolnie
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:49):
bo zerkam na koszty odprawy torby za 20 centow ( 2 sztuki)
ja bylem terz w belggi wiec kolega jak dzownil to pytal mnie z czego sa torby wiec zabulila firma 2 x 1,1 za min
2,20
strzleil;em ze folia bo nie wiedzialem
wiec on napisal ze fiolia
potem wyszlo ze tekstylna i karuzela rusza na nowi
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:50):
nowo
wiec gsm + papier
no sadze ze okolo 3 pln
Użytkownik tolep mówi (12:50):
hehe
no i jeszcze ktos musial te papiery dostarczyc?
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:51):
koszty faksu
potem maial
maila
to moze nawet 3.70 pln
kosztow perturbacji
za 2 reklamowki
Użytkownik tolep mówi (12:51):
nie liczac, rzecz jasna, roboczominut paru osob
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:51):
na ev sa za 0.10 x 2
i owszem
na FV
Użytkownik tolep mówi (12:52):
a moze i roboczogodziny by sie uskladaly
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:52):
to jzu starch pomyslec
ile sa warte wchodzac na magazyn :)
Użytkownik tolep mówi (12:52):
napisz do komisji Państwo przyjazne Palikotowi
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:52):
palikot idzie pod topor
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:53):
POtna go
Użytkownik tolep mówi (12:53):
to moze chliebowskij
dobra, musze cala te konwersacje skopiowac i na blogaska wrzucic, usuwajac rzecz jasna twoj pseudonim

Pierwszy dzień z Live Messengerem. Szukałem kogoś ze znajomych, kto go używa. Znalazłem. Bardzo ciekawy komunikator. I prawie każdy go ma w swoim kompouterze, jest częścią Windows. Nie będę go nawet porównywał z GGównem, bo Gadu-Gadu nie wytrzymuje porównania nawet z komunikatorem ICQ w wersji sprzed 10 lat.

I jeszcze Post Scriptum:

Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (12:59):
a na deser
dzowni teraz do tnt
i pani mowi jednak ta od clenia
eeeeeeeeeeee jak tesktylan to nie trzeba bylo pisac tego oswiadczenia
Użytkownik tolep mówi (12:59):
haha
Użytkownik tolep mówi (13:00):
zwroc sie do kogos po wykladnie wiążącą
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (13:00):
i sie juz cli paczuszka
wniosek trzeba bylo napisac od startu torba reklamowa tekstylan 2 sztuki wartsoc 20 centow
szkoda mi czasu
Użytkownik tolep mówi (13:00):
a jak bylo?
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (13:00):
ja musze miec paczuszke na czawrtek
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (13:01):
a bylo w wersji 1 torba rekalmowa
Użytkownik tolep mówi (13:01):
nie, z ta wykladnia zartowealem, a jak bylo napisane?
Użytkownik [kolega_tolepa] mówi (13:01):
wers 2 torba reklamowa foliowa bo pytali o material
wers 3 ze tekstylna bo dopier zapytalem chinke
Użytkownik tolep mówi (13:02):
dobra, skonczmy o tym, bo wpis na blogasku bedzie za dlugi

Spamerzy są bez szans

Domeny.pl - najnowsze informacje, rynek domen, serwis o domenach_1209825042953 Jak podaje strona Domeny.pl, właśnie mija 30 rocznica wysłania pierwszego niechcianego maila reklamowego, czyli tzw. spamu.

Obecnie ze 120 miliardów wiadomości e-mail wysyłanych dziennie, aż 80 procent to spam. I nic nie wskazuje, aby zjawisko to miało się skończyć.

Moim zdaniem, jest przeciwnie. Wiele wskazuje, że spam jako pomysł biznesowy, nieuchronnie wyczerpuje swoje możliwości. Widać to po sposobach, których spamerzy używają, by oszukać filtry stosowane przez dostawców poczty. Jeszcze trzy lata temu były to obrazki zawierające tekst (filtry radziły sobie technikami OCR), potem zamazane obrazki w stylu captcha, by oszukać te filtry (co osłabiało przekaz, a filtry poradziły sobie i tak).
Następnym zabawnym pomysłem były obrazki z adresem strony napisanym z błędem oraz dodanym wyjaśnieniem „usuń gwiazdkę z adresu i wpisz go w okienko przeglądarki”, czyli, można rzec, spam albański – przez analogię do dowcipu o albańskim wirusie („Cześć, jestem wirusem albańskim. Niestety moi autorzy nie są tak dobrzy, by napisać prawdziwego wirusa, dlatego proszę, skasuj trzy dowolne pliki z katalogu C:\Windows\System i prześlij tego maila do wszystkich z twojej książki adresowej”).

Jak widać, inwencja twórców spamu się kończy. Najnowsze trendy w spamie to już tylko coraz bardziej nieudolny phishing lub oferta przyłączenia się, za pomocą spreparowanej strony, do któregoś z botnetów ;-)

Ale kończy się nie tylko inwencja spamerów. Jest jeszcze jeden powód – znacznie ważniejszy – mojej optymistycznej proklamacji zawartej w tytule niniejszej notatki: kończą się nowi, nieświadomi użytkownicy internetu.

A swoją drogą, rad byłbym wiedzieć, czy oni naprawdę uczciwie sprzedają te podrabiane rolexy i generyczny sildenafil? To znaczy: czy rzeczywiście ktoś, kto zamówi u spamerów \/a1rgę, dostaje ją w tzw. realu? ;-)

PS. Od pewnego czasu antyspamowa krucjata przekracza granice rozsądku. W jej efekcie państwa wprowadzają przepisy penalizujące normalne wykorzystanie poczty elektronicznej w biznesie. Weźmy taki przykład:
Załóżmy, że wpadam na pomysł konfekcjonowania i hurtowego sprzedawania butelkowanego oleju silnikowego do kosiarek (spalinowych). Znajduję więc pieczołowicie strony internetowe sklepów z kosiarkami, spisuję sobie adresy e-mailowe i wysyłam ofertę. Naturalne, prawda?
Według niektórych (oraz w świetle prawa) jestem przestępcą. Powinienem wcześniej wysłać do nich wszystkich tradycyjny list z pytaniem o zgodę na otrzymywanie korespondencji elektronicznej. To już jest po prostu chore.

GMail ci posprząta wszystkie stare konta

W GMailu pojawiła się nad wyraz interesująca funkcja: pobieranie poczty z innych serwerów. Postanowiłem więc użyć GMaila do pozamiatania starych śmieci, pokrytych kurzem i pajęczyną, leżących na przykład na Onecie od czasów „friko” itd. Efekty okazały się wspaniałe – nie dość, że mogłem sobie to wszystko wygodnie przejrzeć, to jeszcze okazało się, że filtry antyspamowe doskonale radzą sobie z wszystkimi tymi przesłanymi przez Wirtualną Polskę w imieniu firmy Wyczesane Skarpetki zgodnie z regulaminem, z zapomnianymi newsletterami otrzymywanymi od pięciu lat i nie dającymi się odsubskrybować z powodu zapomnianego hasła…

Polecam gorąco! Szczególnie radzę zwracać uwagę na funkcję etykietowania, archiwizacji i (nie)pozostawiania poczty na serwerze.

Nie tylko Google, czyli Live’s good

Moim skromnym zdaniem należy propagować i popierać usługi Live firmy Microsoft. Oto powody:

  1. Google jest totalnym dominatorem w swoim zakresie działalności – jak Microsoft w swoim. Gdyby Google (albo ktoś inny) tworzyło np. konkurencyjny dla Windows system operacyjny, należałoby przyglądać się tej inicjatywie z co najmniej życzliwością. A ponieważ wyszukiwarka i inne usługi Live mają szansę konkurowac z dominacją Google…
  2. Microsoft się uczy, to widać. Dotychczasowe próby nie były zbyt udane, natomiast Live wygląda – i rozwija się – całkiem obiecująco. Przykłady:
  • Galeria fotografii. Program całkiem przyjemny – może nie aż tak rozbudowany jak Picasa, ale zdecydowanie wytrzymuje porównanie.
  • Writer. Właśnie z niego piszę tę notatkę. Jak widać, nadaje się nie tylko do microsoftowych Spaces. Google próbował stworzyć software do blogowania (pamiętam toolbar Bloggera dla Worda, który źle działał i został zarzucony).
  • Wyszukiwarka Live. Do Googla jej jeszcze daleko, ale w ten interfejs mogę gapić się długo ;-) Ciekawie (dla minimalnie znających angielski) reaguje na niektóre zapytania, np. blogger, FBI czy baseball. Zobaczcie sami.
  • Spersonalizowana strona Live. Przyjemny minimalizm w odróżnieniu od iGoogle (przeznaczonego dla gadżetomaniaków) – w dodatku Microsoft dostrzega posiadaczy współczesnych panoramicznych monitorów – można ustawić do czterech kolumn.

Ogólnie mówiąc, Microsoft został daleko w tyle, ale broni nie składa.