PoGGadajmy.

265xxx1: (22:14:47) witam
tolep: (22:14:59) cześć ;)
265xxx1: (22:15:40) nie przeszkadzam?
tolep: (22:16:05) nie.
265xxx1: (22:17:17) chcę pogadać
tolep: (22:17:36) o czym?
265xxx1: (22:17:37) spotkań na żywo mam dość
265xxx1: (22:18:19) ze mną możnba o wszystkim gadać
265xxx1: (22:18:29) bez b

tolep: (22:18:39) a o czym chcesz?
265xxx1: (22:19:27) mam mały kłopot z
265xxx1: (22:19:33) facetami
265xxx1: (22:19:41) ale to chyba każda
265xxx1: (22:19:43) z nas
265xxx1: (22:19:45) ma

tolep: (22:19:49) a ja
tolep: (22:19:52) mam kłopot
tolep: (22:19:58) z odczytywaniem
tolep: (22:20:01) zdań
tolep: (22:20:06) ciągnących się
tolep: (22:20:08) przez
tolep: (22:20:12) kilka wypowiedzi
tolep: (22:20:21) bo prawdę mówiąc
tolep: (22:20:26) wydaje mi się
tolep: (22:20:34) że powinno się częściej
tolep: (22:20:39) używać przecinka
tolep: (22:20:43) a znacznie rzadziej
tolep: (22:20:46) entera
tolep: (22:20:55) rozumiem też
tolep: (22:20:58) czym
tolep: (22:21:04) to jest spowodowane
tolep: (22:21:10) najczęściej
tolep: (22:21:12) gada się
tolep: (22:21:17) z kilkoma osobami naraz
tolep: (22:21:21) i przeskakuje
tolep: (22:21:27) po sekundzie
tolep: (22:21:31) na każde okno
tolep: (22:21:35) zupełnie jak
tolep: (22:21:42) pilotem po kanałach
tolep: (22:21:48) jest to dowód
tolep: (22:21:50) braku
tolep: (22:21:58) szacunku dla rozmówcy

Donald Tusk z wizytą

Z krótką wizytą w Warszawie bawił Donald Tusk.

Jak poinformowało rządowe biuro prasowe, wizyta premiera Tuska w stolicy nie była wcześniej planowana w kalendarzu i stąd jej nieoficjalny charakter.

PS. Ostateczną wersję wiadomości znajdziesz zawsze TUTAJ

Twarz warszawskiej Syrenki

GWno podaje, że czytelnicy pisma Machina wybrali Monikę Olejnik twarzą warszawskiej Syrenki. Jako, że na rynku prasy kryzys, a praca grafików od Photoshopa jest droga, zrobili twarz i rękę, resztę przykrywając gazetami.

Niedziwne.

Okładka pisma Machina

fot. Jacek Grąbczewski/AKPA

Always

Wariacje na temat podpaski: tutaj

Mały niedźwiadek Aleks

Małego niedźwiadka Aleksa uniosła kra na środek morza.
Pewnie by umarł z głodu i chłodu, gdyby lodołamacz "Arktyka" nie wkręcił go w śrubę…

Notatka Płókarza o edukacji

Moje nazwisko nie jest łatwe w zapisie, zwłaszcza gdy trzeba je komuś przedyktować. Dlatego sekwencję “Paweł, Łucja, Ósemka, Karol, Anna, Roman, Zygmunt”. mam wdrukowaną w pamięć, wyrecytuję ją jednym tchem zawsze, także pijany i podczas orgazmu. Wprawy nabrałem jeszcze na początku poprzedniej dekady, gdy moim hobby było seryjne wygrywanie konkursów radiowych – z czym wiązała się potrzeba podania przez telefon danych personalnych zwycięzcy. Młodsi czytelnicy mogą tego nie pamiętać: były takie czasy, gdy w konkursach radiowych nie chodziło o zarobienie na płatnych SMS-ach – ba! nie było nawet komórek! – przy pomocy pytania “co to jest: po stawie pływa, kaczka się nazywa?”, tylko o nagrodzenie wiedzy, inteligencji i refleksu słuchaczy. Teraz, o ile mi wiadomo, nie trzeba nawet znać imienia Mickiewicza, wystarczy podać hasło dnia w rodzaju “RFN FM, ch*j wielki jak szelki”.)

Ale, do ciężkiej cholery, deklinacja nazwiska “Płókarz” jest banalna: Płókarza, Płókarzowi, Płókarza, Płókarzem, Płókarzu, Płókarzu!

Pierwszy raz wściekłem się parę lat temu, na eliminacjach do pewnego polsatowskiego teleturnieju, gdy jakaś panienka wywołała z poczekalni “drużynę Tomasza Płókarz”. Zacząłem (bardzo) głośno myśleć, czy ta pani myśli o prezesie swoje stacji jako o Solorzu (identyczna deklinacja), czy też nazywa go Zygmuntem Solorz – i w ogóle jak to możliwe, że dorosła osoba ma aż tak niskie poczucie własnej sprawności językowej, by bać się odmieniać nieskomplikowane, choć słyszane pierwszy raz, słowa.

Tymczasem, w miarę postempów edukacji, epidemia nieodmiennych nazwisk objęła już znaczną część społeczeństwa. Pytania typu “Halo, czy mogłabym rozmawiać z panem Łuczak” są już na porządku dziennym. Większość z nas słyszała też o.m.c. mgr. Prezia-Ochlaptusa i jego bełkotliwe “(…)Ludwiku Dorn i Sabo, nie idźcie tą drogą!”.

Pozostaje tylko czekać, aż szajka oszalałych uzurpatorów z Rady Języka Polskiego uzna to za dopuszczalny wariant, potem za normę – i wreszcie gdzieś w Polsce pojawią się pierwsze takie tabliczki:

 

plpilsudski

Damskie buty

kishon Kolejka przed przystankiem autobusowym sięgała aż do okna wystawowego sklepu obuwniczego. Młoda para stała przed wystawą. Kobieta oglądała buty, spojrzenie jej gubiło się gdzieś w błękitnej nicości.

— Jak ci się podobają te ładne zielone, tam — powiedziała. — Ten kolor pasowałby dokładnie do mojej torebki, ale szpilki są za niskie i wydawałoby mi się, że jestem za niska, popatrz, te czerwone, tam po drugiej stronie, nie byłyby złe, szkoda tylko, że sprzączka jest z boku, poza tym bardziej podobają mi się tamte czarne, chociaż są z zamszu, a zamsz zaraz sprawia wrażenie wytartego, że nie można się pokazać wśród ludzi, ale ta zielona para po drugiej stronie z szarą podszewką nawet by mi pasowała, jednak mogłabym się założyć, że nie mają mojego rozmiaru, nigdy tego nie zrozumiem, dlaczego tych pięknych bucików nie produkują w małych rozmiarach, ale popatrz, te niebieskie tam dalej, to byłoby to, to dokładnie ten kolor do mojego kostiumu kaszmirowego, chociaż nie znoszę takiego wysokiego sznurowania, spada mi zawsze przy chodzeniu, dlatego raczej zdecydowałabym się na te lila na kauczukowych obcasach, ale kauczukowe obcasy nie są przyjemne w noszeniu podczas upałów, szkoda, te brązowe w lewym rogu powinny być lakierowane, jeśli miałoby się w nich wyjść na deszcz, pozostają okropne plamy, a te srebrne tam u góry są śliczne, ale mają dziury po bokach, a przez nie ciągle dostaje się piasek do butów i drobny żwirek, a te turkusowe po drugiej stronie też nie są dobre, bo mają zbyt płaskie obcasy, a tak w ogóle wolę buty mniej rzucające się w oczy, jak te kanarkowe, byłyby czarujące, ale oczka mi przeszkadzają, nie rozumiem, dlaczego producenci butów nie mogą wyrobić w sobie choć trochę dobrego gustu, jedyne co ich interesuje, to pieniądze, a te białe tam byłyby też niezłe, ale biały kolor jest strasznie niepraktyczny i trudny do utrzymania w czystości, a ta kredowa maź, którą się je smaruje, zawsze odbarwia mi pończochy, a te zabójczo zielone byłyby cudowne, ale słyszałam, że modele z czubkami nie są już w modzie i nosi się już tylko buty bez ozdób, a z tyłu przychodzi jakaś gumowa tasiemka, żeby nie zgubić ich podczas chodzenia, jak te z pomarańczowym guzikiem wyglądają przecież całkiem dobrze, ale nie wytrzymają nawet miesiąca, ponieważ obcasy są za wysokie, a w ogóle jedyna rzecz, która interesuje was mężczyzn, to to, by było na co popatrzeć, ale jak się w tym wychodzi, jest wam wszystko jedno, a teraz chodźmy na drugą stronę, u Rothmanna zauważyłam uroczy model i to w kolorze czerwieni koguciego grzebienia z małym wzorkiem różanym dookoła, co ci jest, czemu nie idziesz, na miłość boską, co się stało, pomocy, mój mąż źle się czuje, to pewnie ten upał, mógłby go pan przenieść do Rothmanna, dziękuję.

Ephraim Kishon (1924-2005)

Mambo – Jumbo i do przodu!

Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie znalazł wreszcie remedium… a raczej Remedium. Być może zresztą jest to nawet Panaceum?

W każdym razie, jak podaje Życie Warszawy:

Żeby ograniczyć wypadki na skrzyżowaniu Powstańców Śląskich z Wrocławską drogowcy wezwali… różdżkarza. (…)
Za instalację w tych miejscach tzw. odgromników, które miały neutralizować negatywną energię, zapłacili 2,6 tys. zł.

 (kliknij, by zobaczyć cały tekst)

Wygląda na to, że reputacja “młodych, wykształconych, z wielkich miast” jest zagrożona. Z drugiej jednak strony cała ta akcja może być balonem próbnym Platformy Obywatelskiej rządzącej w Warszawie. Nie można przecież wykluczyć, że niekonwencjonalne metody rządzenia zostaną wkrótce wykorzystane przez ekipę Donalda Tuska do utrzymania sondaży na wysokim poziomie, bo wydaje się, że dotychczasowe metody po roku “rządzenia” zaczynają zawodzić.

Czyżby zatem Monikę Olejnik miał zastąpić wkrótce Anatolij Kaszpirowski? Adin, dwa, tri…

Studio Emma wróży młodej parze

Studio Emma - videofilmowanie i fotografowanieWpadła mi w łapki płyta DVD ze ślubu i wesela znajomego, wyprodukowana przez firmę Studio Emma z miejscowości Orzechowo, Wlkp., proudly członka Polskiego Stowarzyszenia Wideofilmowców

Pierwsze, co zobaczyłem, to biało-kwiecisto-błyszcząco-kiczowate menu DVD, a w podkładzie dźwiękowym melodia z refrenu tej piosenki:

Brzmi, owszem, całkiem romantycznie. Powaliło mnie na kolana. Ale z zupełnie z innego powodu.

“Zwycięzca bierze wszystko”. Tytuł trochę, hm, niepasujący do okoliczności ślubnych. I nic dziwnego. “The Winner Takes It All” jest bowiem piosenką o… rozstaniu. Dokładniej: o rozwodzie. Konkretniej: została napisana i wydana tuż po rozejściu się jednego z małżeństw tworzących grupę ABBA. Wikipedia pisze tak:

„The Winner Takes It All”, originally titled „The Story of My Life”, was written by both Ulvaeus and Benny Andersson, with Fältskog singing the lead vocal. The lyrics to the song were thought to mirror the divorce between Ulvaeus and Fältskog in 1979. However, Ulvaeus himself denies this, saying the basis of the song „is the experience of a divorce, but it’s fiction. There wasn’t a winner or a loser in our case. A lot of people think it’s straight out of reality, but it’s not”.

Pasuje jak cholera do płyty ślubnej. Hahaha. BUAHAHAHAHA.

Na szczęście już dawno doszedłem do jedynie słusznego wniosku, iż Ogólna Niekompetencja Świata jest regułą, a nie wyjątkiem ;-)

PS. Oto oryginalny tekst piosenki, a jego polskie tłumaczenie można znaleźć tutaj.

Romantycznie

Jak mechanik, który idzie do domu, obejmuje żonę i robi jej plamę ze spermy na ulubionym swetrze – miłość dotyka i naznacza cię na zawsze.

Autor nieznany, znalezione w odmętach internetu