Gdybym mógł zaufać Onetowi – czyli ile warta jest Ziemia?

Jedna wiadomość – trzy obrazki:

onet_ziemia

Onet wycenia Ziemię na 5.000.000.000.000.000.000.000.000 dolarów, powołując się na serwis internetowy Komsomolskiej Prawdy, która z kolei…

kp-ziemia

…też pisze o kwadrylionach, ale Tłumacz Google tłumaczy na biliardy. Czyli 5.000.000.000.000.000 dolarów. A skoro jesteśmy przy Google, to zajrzałem do Google News.

googlenews-ziemia

Budżet Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej to – poprawnie, po polsku – około trzech bilionów dolarów. Czy więc Ziemia jest warta 1600, czy może 1.600.000.000.000 rocznych budżetów USA?

Zdemoralizować środowisko dziennikarskie??

Gorzeliński/Kasprów (d. dziennikarze, obecnie pijarowcy) przejechali się po Janie Pińskim (d. Wprost, obecnie TVP). Abstrahując od meritum, nie mogę się powstrzymać od skomentowania tego zdania: “Trudno o bardziej demoralizujący przykład dla środowiska dziennikarskiego, niż kariera Jana Pińskiego.”.

Jako dość uważny i spostrzegawczy konsument produktu dostarczanego mi przez media, muszę tu sceptycznie chrząknąć – bo czyż środowisko dziennikarskie można jeszcze bardziej zdemoralizować? ;-)

Króliczki w gaciach? Piekło zamarzło.

Zaczęło sie od takiej zajawki w Google Readerze:

X edycja konkursu fotograficznego Playboya zostanie wzbogacona o nową kategorię. W tym roku jury Fotoerotica oceni fotografie w kategorii zdjęcie w bieliźnie.

Świat się kończy, pomyślałem. Króliczki Playboya w gaciach. Ale po chwili przypomniało mi się, że Playboy tonie finansowo, a tonący brzytwy się chwyta. No i rzeczywiście okazuje się, że chodzi tu o sponsoring konkursu przez wymienioną w artykule firmę bieliźniarską, o której nigdy nie słyszałem.

 

Tymczasem dwa dni później czytam, że w Niemczech:

W czasach kryzysu wydawcy poszukują coraz bardziej wyszukanych sposobów, by dotrzeć do klienta, a następnie utrzymać go przy swoim tytule. Niecodzienną ofertę dla swoich czytelników ma wydawca niemieckiego "Playboya, który oferuje… dożywotnią prenumeratę magazynu za jedyne 499 euro (2,2 tys. zł).

Oferta wydawcy niemieckiej edycji "Playboya" to nie lada gratka dla wszystkich panów, którzy regularnie podziwiają na łamach magazynu piękne, nagie ciała seksownych modelek i gwiazd estrady. A od dziś czeka ich kolejna miła niespodzianka. Za dożywotnią prenumeratę miesięcznika zapłacą jedyne 499 euro – podaje presserwis.pl.

Obecnie, roczna prenumerata niemieckiej edycji pisma kosztuje 58,80 euro.

Nie będę płakał po “Playboyu”. Kupowałem go jakieś dziesięć lat temu, głównie – uwaga! – w celu lektury. Panienki napompowane silikonem oraz podrasowane Photoshopem to nie jest mój ideał piękna, a jeśli chodzi o teksty, to z czasem okazało się, że felietony w Playboyu są coraz bardziej pretensjonalne, wywiady mdłe, jawny i ukryty sponsoring coraz bardziej nachalny… no, po prostu znudziło mi się.

Powiew newsa – dwóch Polaków nie żyje.

Powiew newsa: jednostka czasu liczona od momentu spłynięcia depeszy agencyjnej do wklepania (z literówką) i umieszczenia na stronie Onetu czerwonego paska z sensacją dnia. Przyjmijmy, że w tradycyjnym układzie miar SI jest to 180 sekund. Trzy minuty.

powiew

W czasie jednego powiewu w Polsce umierają dwie osoby. Zupełnie zwyczajnie, całkiem naziemnie, prozaicznie statystycznie.

Nie wiem, nie znam, idzie starość

Ja naprawdę lubię muzykę… Ściślej mówiąc, muzykę która mi się podoba, lubię bardziej niż inni, a tej która mi się nie podoba, nie toleruję bardziej niż inni.

Okazało się tymczasem, że jest jeszcze trzecia kategoria: muzyka, której zupełnie nie znam – a najzabawniejsze jest to, że należą do niej wielkie (jakoby) hity najbardziej (rzekomo) znanych wykonawców. Natknąłem się przypadkiem na zapowiedź imprezy zwanej “Eska Music Awards”, gdzie wymieniono nazwy, nazwiska i tytuły, co do których w przeważającej większości… nie tylko nie wiem, w którym kościele, ale w ogóle nie słyszałem, żeby coś dzwoniło. I to są niby wielkie hity i ich twórcy?

Żeby nie być gołosłowenym (pogrubione: znam nazwę/nazwisko/tytuł i słyszałem choć jeden kawałek, podkreślona kursywa – gdzieś widziałem albo słyszałem tę nazwę/tytuł ale muzycznie nie kojarzę nawet jednej nutki):

  • Na scenie wystąpią dziś:
    Matt Pokora, Jay Delano, Basic Element, Danny & Sasha Strunin, Guru Josh Project, Nexx, Edyta Górniak, Tatiana Okupnik, Feel, Akcent*, Sylwia Grzeszczak & Liber, Inna, Manchester, Ola, Morandi, Katerine, Neo, Josef Hedinger i Queensberry.

(“Akcent” to ten zespół disco-polo z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych?)

  • A oto nominowani do Eska Music Awards 2009:
  • Artystka roku:
    Edyta Górniak
    Patrycja Markowska
    Sylwia Grzeszczak
    Kasia Wilk
  • Artysta roku:
    K.A.S.A
    Liber
    Łukasz Zagrobelny
    Piotr Kupicha
  • Zespół Roku Polska:
    Groovebusterz
    Video
    PIN
    Feel
  • Radiowy Debiut Roku:
    Manchester
    Sylwia Grzeszczak
    Iwona Węgrowska
    Stefano Terrazino
  • Album Roku Polska:
    Ania Dąbrowska – W spodniach czy w sukience
    Video – Video gra
    Kasia Wilk – Unisono
    Sylwia Grzeszczak & Liber – Ona i On
  • Hit Roku Polska:
    Kasia Wilk – Pierwszy raz
    Edyta Górniak – To nie tak jak myślisz
    Video & Ania Wyszkoni – Soft
    Sylwia Grzeszczak & Liber – Nowe szanse
  • Impreskowy Hit Roku:
    Inna – Hot
    NexxSyncronize lips
    Guru Josh Project – Infinity 2008
    Danny – Tokyo
  • Rockowy Hit Roku Polska:
    Strachy Na LachyPo prostu pastelowe
    L. Stadt – Londyn
    Lipali – Barykady
    Coma – 08 Wojna
  • Video Roku Eska.pl:
    Sokół & Pono – W aucie
    Feel & Iwona Węgrowska – Pokonaj siebie
    PIN – Niekochanie
    Doda – Nie daj się

Jakby tego było mało, większość z powyżej wyróżnionych słyszałem ostatnio co najmniej parę lat temu. Starzeję się najwyraźniej. Albo też Screamer Radio zupełnie mnie odcięło…

Rząd nie winien, rząd powinien…

Mierzi mnie całe to gadanie, że Tusk, Sikorski i cały ten nierząd PO mają “krew porwanego Polaka na rękach”. Poniekąd rozumiem jednak takie głosy części rozgoryczonych komentatorów. Uważają oni zapewne, nie bez racji, że tak właśnie wypowiedziałaby się jeszcze dwa lata temu opozycja do spółki z całą medialną hołotą, gdyby zdarzyło się to za rządów PiS-u. Zresztą i teraz tylko czekać aż Niesiołowski lub inna hiena spróbuje obarczyć winą na przykład Macierewicza, a połowa dziennikarskich ścierw wybije to na czołówkach (Aktualizacja wpisu: o, już się zaczęło – Aborcza i jej „anonimowi rozmówcy” dają komendę do salwy).

Znany jest tylko jeden weryfikowalny fakt – porwany obywatel polski nie żyje, zamordowany przez porywaczy. Nie wierzę natomiast, że uzyskam jakiekolwiek wiarygodne informacje na temat działań polskich władz – niezależnie od tego, z jakiego źródła by pochodziły. Wszystkie ewentualne dochodzenia, śledztwa dziennikarskie i jakiekolwiek inne, komisje do spraw – wszystko to byłby zbędny szum.

Nawiasem pisząc, uważam również, że czynniki oficjalne nie powinny niczego z podjętych dotychczas działań ujawniać. Z zasady.

Czego zatem oczekuję?

Odwetu. Od państwa polskiego oczekiwałbym wykonania po cichu jakiejś operacji specjalnej, której efektem powinno być wybicie do nogi skurwysynów odpowiedzialnych za porwanie i zamordowanie polskiego obywatela. Koszty nie grają roli. I to właśnie powinno się ujawnić, po wykonaniu. Bez żadnych dodatkowych komentarzy.

Staszek jest najlepsze

Cytat zamieszczony poniżej, pokazuje – moim zdaniem – jasno, dlaczego Stanisława Michalkiewicza uważam za najlepszego polskiego felietonistę. Nie jestem najwyraźniej odosobniony w tej opinii, ponieważ Jego witryna z tekstami odniosła sukces absolutnie bez precedensu w polskim internecie. Michalkiewicz publikuje na niej Swoje teksty, w większości opublikowane wcześniej w tradycyjnych mediach. Dostęp do nich jest całkowicie bezpłatny, nie ma żadnych reklam, Autor prosi tylko o dobrowolne wpłaty na utrzymanie strony i jej rozwój. To działa, i to jak – Michalkiewicz zbiera od czytelników po kilka tysięcy złotych miesięcznie, od dawna!

(…)Chociaż polityki historyczne bardzo się niekiedy różnią, to przecież wspólnym ich mianownikiem jest przekonanie, że w dyskusjach historycznych i w ogóle – wszystkich innych, ostatnie słowo należy do policji, prokuratury i niezawisłego sądu. Ten charakterystyczny dla totalniactwa pogląd właśnie podbija Unię Europejską i Amerykę, systematycznie niszcząc autentyzm społecznego dyskursu, w którym coraz częściej recytowane są mantry zatwierdzone przez anonimowych, albo i znanych dobroczyńców ludzkości.

Co ciekawe, recytujący te mantry często nie wiedzą, że są faszystami, ale to nic nie szkodzi, bo pan Jourdain też nie wiedział, że mówi prozą, a przecież mówił. Faszyzm, wbrew pozorom, wcale nie polega na wymachiwaniu rękami, czy kultywowaniu sentymentu dla wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera. Najtwardszym jądrem faszyzmu jest przekonanie, że władza państwowa wszystko wie lepiej i z tego tytułu może dyktować, co i jak ludzie mają myśleć i mówić. Konsekwencją tego mniemania jest przekonanie, że wszyscy powinni głosić tylko poglądy zatwierdzone, zaś wszelką „ekstremę” państwo powinno wypalać ogniem i żelazem. Kiedyś, wraz z kolegą Januszem Korwin-Mikke, zostałem zaproszony przez Fundację Neumanna na dyskusję pod tytułem: co to znaczy być liberałem w Polsce. Okazało się, że naszymi partnerami są panowie z Unii Demokratycznej. Oczywiście zaniepokoiło nas to, ale mimo wszystko próbowaliśmy zacząć od zdefiniowania najistotniejszego dla liberałów pojęcia wolności. Nie udało się, więc spróbowaliśmy uzgodnić granice wolności indywidualnej, proponując formułę, że tą granicą są takie same prawa i wolności innych osób. Nasi partnerzy zgodzili się z tym i wtedy Korwin-Mikke zapytał, czyje prawa i wolności narusza, nie chcąc ubezpieczyć się pod przymusem. Odpowiedzieli, że wprawdzie niczyich praw ani wolności nie narusza, ALE TAK NIE MOŻNA! Na takie dictum oświadczyliśmy, że z faszystami nie chcemy mieć nic wspólnego i na tym dyskusja się zakończyła.(…)

 

PS. Tytuł niniejszej notatki nie jest żadnym dowodem dysleksji, dysortografii czy innego dysmózgowia autora. Wyjaśniam to, ponieważ zapożyczyłem go z filmu powstałego wcześniej, niż większość z polskich internautów podłączyła się do sieci, tzn. w 2000 roku. Nie było wtedy jeszcze nawet Neostrady! Tutaj można go ściągnąć (47MB), a to jest link do strony jego twórcy.

Skandal w Niemczech – patroni szkół

Skandal w Niemczech.

Niemiecki historyk Geralf Gemser poinformował, że ponad 100 szkół w Niemczech nosi imiona nazistów – poinformował Der Spiegel.

Policzenie szkół noszących imiona komunistów – poleca tolep.

Dla ułatwienia dwa linki na początek: rosa+luxemburg+schule i /wiki/Róża_Luksemburg

Twarz warszawskiej Syrenki

GWno podaje, że czytelnicy pisma Machina wybrali Monikę Olejnik twarzą warszawskiej Syrenki. Jako, że na rynku prasy kryzys, a praca grafików od Photoshopa jest droga, zrobili twarz i rękę, resztę przykrywając gazetami.

Niedziwne.

Okładka pisma Machina

fot. Jacek Grąbczewski/AKPA

Sarzało miażdzy

Od początku aktualnej odsłony “wojny futbolowej” zwróciłem uwagę na teksty Jacka Sarzało, którego opinie niemal zawsze były zgodne z tym, co sam myślę o sprawie. Ale nie dlatego chcę o Nim wspomnieć.

Dziennikarzy generalnie nie lubię, a redakcji w której p. Sarzało pracuje, nie lubię jeszcze bardziej. Moje antypatie nie zmieniają jednak prostego faktu: agorowy portal Sport.pl jest najlepszą witryną sportową w polskim internecie, więc większość informacji o sporcie czerpię właśnie z niego.

Przed chwilą w kanale RSS z aktualnościami sport.pl natknąłem się na taką oto zajawkę:

Kiełbasa wyborcza PZPN

Już w czwartek polska rodzina futbolowa wybierze sobie nowego ojca chrzestnego. Kandydatów ma czterech, co jeden to lepszy.

Dwa proste zdania. Cudownie zwięzłe. Cudownie dowcipne. Zawierające wszystko, co istotne na temat tego wydarzenia. Domyśliłem się, kto ten tekst napisał – Jacek Sarzało właśnie – i trochę mi się żal zrobiło klikając na odnośnik do całego artykułu, że właściwie po takim wstępie nie muszę czytać dalej, a Autor tracił czas pisząc kolejne zdania. Bo te dwa zacytowane wcześniej zupełnie wyczerpują temat  – i treść, i komentarz.

Cały artykuł – niżej. A blog red. Sarzały – tam.

 

PS. Co do odmiany nazwiska redaktora Jacka S. – pisząc tę notkę zmuszałem się, by utrzymać za Sport.pl nieodmienność – a i tak w końcu moje wyczucie jezykowe wypłynęło na wierzch.