Netia: Wolność wyboru, czyli Kaszpirowski znowu nabiera naiwnych.

Motto: Netia poinformowała, że osiągnęła poziom 525 tys. klientów szerokopasmowego dostępu do Internetu. Tym samym zrealizowane zostały plany, które spółka zakładała na 2009 rok.

A jak wygląda realizacja tych planów od strony klienta, o tym poniższa opowieść mojego kuzyna.

Październik. Za miesiąc kończy mi się umowa na DSL TP. Dzwonię do Netii. Podpisuję umowę nr 7019/09/SDA/Z804/LLU na Szybki internet dla firm 4M i Lepszy telefon PRO Firma. Fajne reklamy z Tomaszem Kot-Kaszpirowskim, ale ważne, że fajna oferta. Nawet telefon bezprzewodowy z dwoma słuchawkami dostanę gratis.

Listopad zbliża się do końca. Nic się nie dzieje. Dzwonię do Netii. Dowiaduję się, że przełączenie nastąpi 3 grudnia. Pytam, jak to będzie technicznie wyglądało, ile czasu zajmie. Słyszę, że kilka godzin, tzn. o północy przestanie działać telefon i internet z TP, rano lub przed południem zacznie działać Netia. OK, myślę, mój sklep wytrzyma jakoś te parę godzin bez telefonu i internetu.

3 grudnia, czwartek. Zagapiłem się. Powinienem dzwonić od poniedziałku z pytaniem, dlaczego nie dostarczyli mi żadnego sprzętu dostępowego, żadnej informacji… Pracownik dzwoni, że Internet od rana już nie działa, telefon jeszcze tak, do południa, więc dzwonię do Netii. Trzy lub cztery próby dodzwonienia się, kończące się przerwaniem rozmowy albo niekończącą się melodyjką.

Wysyłam maila do osoby, z którą korespondowałem w sprawie umowy. Na adres [inazwisko]@wolnoscwyboru.com. Hahaha. Po namyśle – panienki ze słuchawkami zmieniają przecież pracę częściej niż pracownicy fastfoodów – forwarduję jeszcze na info@netia.pl. Spokojnie, ale kategorycznie żądam wyjaśnień.

Po zamknięciu sklepu jadę do punktu sprzedaży Play i biorę Play Online. W ciągu 7 dni można zwrócić, koszt manipulacyjny tylko 9 zł. Będąc w centrum handlowym dodzwaniam się wreszcie do Netii. Z komórki. Nie klnę, nie jestem takim raptusem jak ongiś Czaban. Przełączają mnie wte i wewte, w końcu trafiam do jakiegoś technicznego, który klaruje mi, że nie mają sprzętu dostępowego na magazynie, producent nie dosłał. Opada mi szczęka. Od października, gdy podpisałem umowę? Facet coś tam jeszcze sprawdza, mówi, że sprzęt powinien być u nich jutro. Jutro, znaczy w piątek. Pytam, czy w takim razie jutro mi to wyślą? – Prawdopodobnie tak, albo awaryjnie w sobotę. // Czas rozmowy: ponad 1h. Rejestrowanej, w celu podnoszenia jakości usług – a jakże.

Wieczorem dzwonię jeszcze raz, bo przychodzi mi do głowy, że speedster od DSL tp może równie dobrze chodzić na DSL od Netii. W razie czego, wykopię skądś nawet modem Neostrady. Kolejna godzina rozmowy. Technik, z którym rozmawiałem, po rozważeniu wspólnym wszystkich technicznych za i przeciw, okazał się na tyle kumaty, że zaproponował mi ustawienie przekierowania sklepowego telefonu na moją komórkę. Dobre i to, przynajmniej klienci serwisu będą się mogli dodzwonić.

4 grudnia, piątek. Nie ufam im. Dzwonię z pytaniem, co z wysyłką sprzętu. Kolejne parę prób i kilkadziesiąt minut. Odpowiedzi wymijające.

5 grudnia, sobota. Dzwonię. Mówią, że zostanie wysłane na pewno w poniedziałek. Powiedziałem, że jeśli kurier nie dotrze w środę, zrywam umowę i narobię im gnoju. W odpowiedzi straszenie karami za zerwanie umowy!

6 grudnia, niedziela. Odpuszczam sobie.

7 grudnia, poniedziałek. Dzwonię. Zwykłe bajdurzenie o problemach z dostawcą. Wyślą, na pewno wyślą. „Sprawa ma najwyższy priorytet„.

8 grudnia, wtorek. Dzwonię. Wyślą. „W tym tygodniu lub najpóźniej na początku następnego”. Chcę rozmawiać z kierownikiem. „Nie ma takiej możliwości”. Pytam o jakiś kontakt mailowy do kierownika. Podają mi info@netia.pl. Śmieję się do słuchawki. „Na każdy mail odpowiadamy maksymalnie w ciągu 24h, jeśli nie odpowiedzieliśmy, znaczy że nie dotarł”. Rozłączam się.

Jutro oddaję modem Playa, który i tak zrywa na granicy zasięgu. Pracownik sklepu będzie oprócz kanapek przynosił z domu swój prywatny modem Orange Freedom Pro. Może będzie zasięg.

Nie działa faks, nie działa telefon, klientów, którzy chcą płacić kartą wysyłam od prawie tygodnia na drzewo. Najbliższy bankomat, ponad kilometr stąd. Umowę sprzedaży w systemie ratalnym mogę czasem zawrzeć, a czasem nie. Zależy od pogody. Za przekierowane na komórkę rozmowy przychodzące, oczywiście, będą ode mnie chcieli pieniędzy.

Zaczynam to opisywać i zastanawiam się, jak nadać sprawie możliwie duży rozgłos.

Kot-Kaszpirowski znowu odniósł sukces marketingowy, jak 20 lat temu, no i ściema jakby podobna.

Ciąg dalszy nastąpi.

9 grudnia, środa. Pojawił się komentarz podpisany „NETIA”. Mam nadzieję, że obietnice w nim zawarte zostaną spełnione.

10 grudnia. czwartek. Orange Freedom Pro ma jako-taki zasięg. Czekam na realizację wczorajszej obietnicy.

10 grudnia, czwartek. 11:40. Przesyłka nadeszła. zabieram się do rozpakowywania.

10 grudnia, czwartek, 13.20. Podłączyłem, zgodnie z instrukcją, nie działa, słucham już dobre 25 minut  melodyjki z infolinii. oczywiście z komórki, na mój koszt dzwonię.

10 grudnia, czwartek, 13.38. Koniec rozmowy. Podobno nie utworzono mi jakiegoś konta w systemie, utworzenie konta ma potrwać do 24 godzin. Świetnie. Autor tego bloga jutro i w sobotę ma innego klienta, kuzyn sam sobie nie poradzi jutro z konfiguracją. A jeszcze w kolejce jest sprawa zdjęcia przekierowania z telefonu (który nadal nie działa, bo modem Zyxel nie świeci diodkami tak jak trzeba).

10 grudnia, czwartek. 16:40. Kontakt ze strony – jak się wydaje – profesjonalnej i kompetentnej osoby. Ponieważ dziś nie ma już komu wprowadzić w życie zaproponowanego rozwiązania z powodów czasoprzestrzennych ;-) – cd. sprawy jutro.

11 grudnia, piątek., 10:40. Od rana działa – wreszcie – internet na koncie „tymczasowym”. Prędkość wynosiła 2,3Mbit/s o 9:00, teraz już tylko ok. 1 Mbit. (testowane w różny sposób) Telefon – nadal nie działa  (jest sygnał, ale przerywany, bo przekierowanie wciąż aktywne).

11 grudnia. 13:00

Netia. Happy End.

Netia. Happy End. Telefon też działa. Ale...

11 grudnia, piątek., 13:00.  Nie działa czytnik kart od Polcardu. Najwyraźniej zbyt analogowy, nie umie się do dzwonić do centrum autoryzacji. Waham się, co wymienić. Urządzenie dostępowe Netii, czy sam czytnik. Jeszcze nie ustaliliśmy, co będzie wymagało mniej nerwów i/lub czasu i/lub pieniędzy . Faksu, starego Panasonica na papier termiczny, nie miałem siły sprawdzać.

Króliczki w gaciach? Piekło zamarzło.

Zaczęło sie od takiej zajawki w Google Readerze:

X edycja konkursu fotograficznego Playboya zostanie wzbogacona o nową kategorię. W tym roku jury Fotoerotica oceni fotografie w kategorii zdjęcie w bieliźnie.

Świat się kończy, pomyślałem. Króliczki Playboya w gaciach. Ale po chwili przypomniało mi się, że Playboy tonie finansowo, a tonący brzytwy się chwyta. No i rzeczywiście okazuje się, że chodzi tu o sponsoring konkursu przez wymienioną w artykule firmę bieliźniarską, o której nigdy nie słyszałem.

 

Tymczasem dwa dni później czytam, że w Niemczech:

W czasach kryzysu wydawcy poszukują coraz bardziej wyszukanych sposobów, by dotrzeć do klienta, a następnie utrzymać go przy swoim tytule. Niecodzienną ofertę dla swoich czytelników ma wydawca niemieckiego "Playboya, który oferuje… dożywotnią prenumeratę magazynu za jedyne 499 euro (2,2 tys. zł).

Oferta wydawcy niemieckiej edycji "Playboya" to nie lada gratka dla wszystkich panów, którzy regularnie podziwiają na łamach magazynu piękne, nagie ciała seksownych modelek i gwiazd estrady. A od dziś czeka ich kolejna miła niespodzianka. Za dożywotnią prenumeratę miesięcznika zapłacą jedyne 499 euro – podaje presserwis.pl.

Obecnie, roczna prenumerata niemieckiej edycji pisma kosztuje 58,80 euro.

Nie będę płakał po “Playboyu”. Kupowałem go jakieś dziesięć lat temu, głównie – uwaga! – w celu lektury. Panienki napompowane silikonem oraz podrasowane Photoshopem to nie jest mój ideał piękna, a jeśli chodzi o teksty, to z czasem okazało się, że felietony w Playboyu są coraz bardziej pretensjonalne, wywiady mdłe, jawny i ukryty sponsoring coraz bardziej nachalny… no, po prostu znudziło mi się.

List Otwarty – popieram

http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1777

LIST OTWARTY W SPRAWIE ODWOŁANIA KONFERENCJI "PRAWDA HISTORYCZNA A PRAWDA POLITYCZNA W BADANIACH NAUKOWYCH…"

Wrocław 24.05.2009
Jego Magnificencja Prof. dr. hab. Marek Bojarski
Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego
LIST OTWARTY

Szanowny Panie Rektorze,
dotarła do nas przygnębiająca wiadomość, iż decyzją Pana Rektora została odwołana konferencja pt. "PRAWDA HISTORYCZNA A PRAWDA POLITYCZNA W BADANIACH NAUKOWYCH. PRZYKŁAD LUDOBÓJSTWA NA KRESACH WSCHODNICH RP W LATACH 1939-1946". Konferencja ta miała się odbyć 3.06.2009 r.

W konferencji mieli wziąć udział m.in. prof. dr hab. Bogumił Grott ( UJ), prof. dr hab. Jan Kęsik (IH UWr.), dr Maciej Strutyński (UJ), dr hab. Bogusław Paź (IF UWr), prof. dr hab. Julian Winnicki, dr Lucyna Kulińska, gen. Mirosław Hermaszewski, prof. dr. hab. Czesław Partacz, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Odwołanie tej konferencji uznajemy za fakt hańby. Kresy Wschodnie RP w latach 1939-1946 stały się miejscem masowych zbrodni na niewyobrażalną skalę. Ukraińska Powstańcza Armia wymordowała, wedle znanych nam źródeł, blisko 200 tyś Polaków. Ofiarami tych mordów padli też Żydzi, Ormianie i sami Ukraińcy, którzy nie godzili się na barbarzyńskie metody wyrzynania swoich sąsiadów, dając w ten sposób dowód odwagi i heroizmu. Pomordowanym Polakom, Żydom, Ormianom, Ukraińcom i innym nacjon należy się pamięć i hołd, a wszystkim żyjącym rzetelna wiedza i prawda. I prawdzie tej miała służyć przygotowywana konferencja, w trakcie której polscy uczeni odsłanialiby historyczne przyczyny ludobójstwa, jego przebieg i uwarunkowania. Najwyższym nakazem nauki jest poszukiwanie prawdy. Uniwersytet Wrocławski, odwołując tę konferencję, o ile wiemy, pod naciskiem środowisk ukraińskich, po raz drugi okrył się hańbą. Pierwszy raz uczynił to, odwołując konferencję mającą się odbyć 10.12.208 r., a poświęconą współczesnej polityce historycznej wobec Polski państw ościennych. I oto kolejne odwołanie, będące niepojętym wyrazem strachu i serwilizmu politycznego, który upokarza polskich uczonych i wszystkich Polaków, którzy szanują naukę, jako źródło wiedzy o świecie. Szczególnie dotkliwie upokorzeni czują się wygnani z Kresów obywatele polscy, którym wymordowano najbliższych, a teraz nie mogą doczekać się potępienia ludobójstwa.

Z szacunkiem i podziwem patrzymy jak niemal od 100 lat Ormianie dzielnie walczą o prawdę historyczną, obejmującą ponad półtora miliona wymordowanych przez Turków w latach 1915 -1920 swoich rodaków, wymagając od rządów całego świata uznania tych mordów za ludobójstwo. Niedawno niemal wszystkie partie polityczne Grecji potępiły mordy dokonane przez Turków na Grekach. Ofiarami tych mordów padło w tym samym czasie ponad 350 tys. Greków. A parlament grecki w 1994 r. ustanowił 19 maja dniem pamięci ofiar.

Tylko rząd polski i polski parlament nie są w stanie stanąć w obronie polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa. I ku naszemu najwyższemu rozczarowaniu Uniwersytet Wrocławski także wpisuje się na czarną listę hańby.

Jako wrocławianin i Kresowiak czuję się w obowiązku o tym głośno mówić. I proszę wszystkich, którzy rozumieją i czują podobnie o podpisy pod niniejszym Listem Otwartym. Nie pozwólmy, by nam zamykano usta. Nie pozwólmy czynić z Polski kraju, który stanie się pośmiewiskiem Europy i świata, bez honoru i dumy narodowej. Bo nie potrafi godnie stanąć po stronie wymordowanych rodaków, po stronie pamięci i prawdy.

Stanisław Srokowski
Towarzystwo Miłośników Kultury Kresowej
Wrocław

————————————————

Niniejszym dopisuję się i ja, Tomasz Płókarz.

Evangelium et vitae

Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy.
Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: "Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam". Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: "Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?" Odpowiedzieli mu: "Bo nas nikt nie najął". Rzekł im: "Idźcie i wy do winnicy!" A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: "Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!" Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: "Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty".  Na to odrzekł jednemu z nich: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?"

Na co kilku z nich poszło do lokalnego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy i donieśli na gospodarza. I przyszli do gospodarza funkcjonariusze i zawiedli go przed Inspektora, a ten spytał go: "zali nie znasz Kodeksu Pracy?" A ten milczał. Pytał go więc dalej: "czemuś dyskryminował kobiety i mężów jedynie do winnicy przyjąłeś?" Ten jednak dalej milczał. "Czyś nie słyszał, że obowiązuje stawka minimalna 1.35 denara na godzinę prac rolnych średnio-kwalifikowanych plus 15% zaliczki na poczet podatku dochodowego oraz 5% zaliczki na fundusz opieki społecznej i 10% na pracowników socjalnych?" "Zali nie wiesz, że pracownicy rolni średnio-kwalifikowani powinni byli dostać pisemną umowę oraz odzienie ochronne i przeszkolenie BHP?" Gdy ten dalej milczał Inspektor odebrał mu winnicę i przekazał Agencji Rolnej Skarbu Państwa a jego samego wrzucił do więzienia na resztę dni jego.Tych zaś, co nań donieśli wynagrodził bonami na darmową zupę w ośrodku pomocy społecznej.

(Znalezione na http://forum.krzyz.org)

Ze zrozumieniem o niezrozumieniu

  • Taki sobie spontaniczny dialog dwóch dobrych kolegów. Czytelnikom ku rozbawieniu, Czytelniczkom… a cholera wie, czy się do czegoś nada Czytelniczkom.

20:16:27 D**** (1*****8)
cze poklikash?? ;)   

20:16:50 D**** (1*****8)
eee tak tylko patrząc na Twój status mnie wzięło :)

  • (status jest taki: “Ludzie mnie rozpierdalają”)

20:18:04 tolep (1308448)
heheh   

20:18:36 tolep (1308448)
mnie rozpierdalają kobiece umysły w obydwóch ciałach   

20:18:59 D**** (1*****8)
ooooooo 
20:19:01 mnie też

20:19:17 D**** (1*****8)
czasem tak że brak języka w gębie, zatyka mózg normalnie   

20:19:26 tolep (1308448)
dam Ci przykład fikcyjny, bo realny wymagałby za dużo opowieści o kontekście   

20:19:48 D**** (1*****8)
pisz, z chęcią zobaczę o co chodzi :)   

20:20:55 tolep (1308448)
ktoś mówi, ze był w sklepie z ciuchami. ja się pytam, czy mieli tam zielone czapki, a w odpowiedzi słyszę… no tak, masz krótkie włosy, nie powinieneś się tak strzyc na zimę, nie nosisz czapki, możesz się zaziębić, blablabla

a odpowiedzi na pytanie nie uzyskuję   

20:21:16 D**** (1*****8)
kurwa   

20:21:31 D**** (1*****8)
czasem budzą się we mnie proste instynkty   

20:21:48 D**** (1*****8)
chciałoby się pieprznąć lekko w łeb z prośbą o przebudzenie i zrozumienie pytania   

20:22:07 tolep (1308448)
jak to zrobić przez internet? ;-)   

20:22:12 D**** (1*****8)
<lol>   

20:22:23 D**** (1*****8)
ostatnio skecz taki w radio słyszałem, właśnie w ten deseń… najgorsze jest to, że to miało być śmieszne, a bywa to życiem   

20:22:49 tolep (1308448)
rano, gdzieś tak przed dziewiątą, jest w trójce chyba codziennie skecz o młodej dziennikarce   

20:22:55 D**** (1*****8)
oooooooo!
20:22:59 właśnie o tym mówiłem

20:23:00 tolep (1308448)
coś w ten deseń   

20:24:20 tolep (1308448)
na starość jestem skłonny przyznać, że ten kobiecy sposób myślenia tez ma swoje zalety
20:24:25 ale nadal go nie lubię

20:24:36 D**** (1*****8)
ja też nie, nadal jestem zbyt prosty i mnie wkurwia   

20:25:19 tolep (1308448)
– czy możesz podać mi sól?
– no tak, tobie nic nie smakuje, zawsze dajesz mi do zrozumienia, ze nie umiem gotować, TY JUŻ MNIE NIE KOCHASZ
   

20:25:38 D**** (1*****8)
<rotfl>
20:25:41 dokładnie

20:26:01 D**** (1*****8)
a z tego dialogu dziennikarki to szło  coś takiego: gość umówił się z dziennikarką gazety X na wywiad, ona przychodzi, on pyta czy ona jest z gazety X, ona: a co, nie pamięta pan z kim się umówił? on: nieee, pamiętam, ale chciałem się upewnić że pani to pani, ona: eee nie ma co się wstydzić sklerozy, nie ma co się tłumaczyć :D   

20:26:12 tolep (1308448)
tak, ten odcinek słyszałem   

20:26:54 D**** (1*****8)
no to właśnie mnie rozwaliło   

20:27:11 tolep (1308448)
:)   

20:29:04 tolep (1308448)
to nawet byłoby zabawne, ale skutki są potworne – zaczynasz z czasem sam siebie cenzurować, przed każdym odezwaniem się myślisz, jak to zostanie odebrane, wijesz, kluczysz, a i tak nie unikasz tego czego chcesz uniknąć   

20:29:50 D**** (1*****8)
cholera racja   

20:31:34 tolep (1308448)
i dochodzisz do wniosku, najlepsza ze złych metod to nieodzywanie się w ogóle ;-)   

20:31:56 tolep (1308448)
tak jak w tym dowcipie o małym Masztalskim, którego rodzice myśleli, że jest niemową   

20:32:30 tolep (1308448)
któregoś dnia, w szóstym roku życia, przy objedzie odezwał się "a kaj kompot?"   

20:32:44 D**** (1*****8)
:)))))))))))
20:32:48 genialny dowcip :D

20:32:52 tolep (1308448)
"synek, to ty mówisz? czemu sie nie odzywałeś nigdy?"   

20:33:01 tolep (1308448)
"bo zawsze był"   

20:33:18 D**** (1*****8)
właśnie, tylko takie nieodzywanie się… najgorsze to jest wtedy kiedy dochodzi do tego w związkach – czy nie czas wtedy spierdalać…? :)   

20:33:47 tolep (1308448)
to tez jakieś wyjście, ale trzeba wcześniej próbować czegoś innego   

20:34:11 D**** (1*****8)
pytanie czego, skoro umysł (kobiecy) funkcjonuje jak funkcjonuje   

20:34:25 tolep (1308448)
na przykład uchlać babę albo skłonić do wypalenia dwóch dżointów, to prawdopodobnie ułatwia szczera rozmowę   

20:34:33 D**** (1*****8)
nie da się specjalnie zmienić czegoś co było kształtowane przez lata, środowisko, rodzinę…   

20:34:40 D**** (1*****8)
heh :)   

20:35:11 tolep (1308448)
a propos lat….   

20:35:51 tolep (1308448)
to dobrym pomysłem jest ożenienie się z siedemnastką – wtedy jeszcze są szanse, że ja jakoś ukształtujesz i dopasujesz do siebie   

20:36:16 tolep (1308448)
kiedyś to było powszechne…
ale my w średnim wieku nie mamy na to szans raczej…

  • (obaj jesteśmy po trzydziestce) 

20:36:44 D**** (1*****8)
:)))))))   

20:37:03 D**** (1*****8)
tia :) albo – trafić na ukształtowaną która mieści się "w miarę" w widełkach :)   

20:37:30 tolep (1308448)
ale tego się nie da sprawdzić przed ślubem, bo one po prostu udają   

20:37:46 D**** (1*****8)
hhahahahahah :) święta racja :|   

20:37:48 tolep (1308448)
więc po prostu trzeba mieć szczęście :)   

20:37:58 D**** (1*****8)
tia   

20:38:01 :)

20:40:03 tolep (1308448)
i tak sobie gada rozwodnik z kawalerem   

20:40:49 D**** (1*****8)
:]   

20:41:57 tolep (1308448)
powyższy dialog, po anonimizacji, wrzucę na bloga 

Kiedy Robert spotkał Ala

Moby nie należy do moich faworytów, za to film Gorączka (“Heat”) Michaela Manna zdecydowanie tak. Poza wszystkim, ten film znany jest dzięki pierwszemu wspólnemu występowi na ekranie Roberta De Niro i Ala Pacino. (Tak, ci dwaj spotkali się dopiero w 1995.) To ta scena, z kawałkiem “New Dawn Fades” w podkładzie.

A wersja z soundtracka brzmi tak:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Staszek jest najlepsze

Cytat zamieszczony poniżej, pokazuje – moim zdaniem – jasno, dlaczego Stanisława Michalkiewicza uważam za najlepszego polskiego felietonistę. Nie jestem najwyraźniej odosobniony w tej opinii, ponieważ Jego witryna z tekstami odniosła sukces absolutnie bez precedensu w polskim internecie. Michalkiewicz publikuje na niej Swoje teksty, w większości opublikowane wcześniej w tradycyjnych mediach. Dostęp do nich jest całkowicie bezpłatny, nie ma żadnych reklam, Autor prosi tylko o dobrowolne wpłaty na utrzymanie strony i jej rozwój. To działa, i to jak – Michalkiewicz zbiera od czytelników po kilka tysięcy złotych miesięcznie, od dawna!

(…)Chociaż polityki historyczne bardzo się niekiedy różnią, to przecież wspólnym ich mianownikiem jest przekonanie, że w dyskusjach historycznych i w ogóle – wszystkich innych, ostatnie słowo należy do policji, prokuratury i niezawisłego sądu. Ten charakterystyczny dla totalniactwa pogląd właśnie podbija Unię Europejską i Amerykę, systematycznie niszcząc autentyzm społecznego dyskursu, w którym coraz częściej recytowane są mantry zatwierdzone przez anonimowych, albo i znanych dobroczyńców ludzkości.

Co ciekawe, recytujący te mantry często nie wiedzą, że są faszystami, ale to nic nie szkodzi, bo pan Jourdain też nie wiedział, że mówi prozą, a przecież mówił. Faszyzm, wbrew pozorom, wcale nie polega na wymachiwaniu rękami, czy kultywowaniu sentymentu dla wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera. Najtwardszym jądrem faszyzmu jest przekonanie, że władza państwowa wszystko wie lepiej i z tego tytułu może dyktować, co i jak ludzie mają myśleć i mówić. Konsekwencją tego mniemania jest przekonanie, że wszyscy powinni głosić tylko poglądy zatwierdzone, zaś wszelką „ekstremę” państwo powinno wypalać ogniem i żelazem. Kiedyś, wraz z kolegą Januszem Korwin-Mikke, zostałem zaproszony przez Fundację Neumanna na dyskusję pod tytułem: co to znaczy być liberałem w Polsce. Okazało się, że naszymi partnerami są panowie z Unii Demokratycznej. Oczywiście zaniepokoiło nas to, ale mimo wszystko próbowaliśmy zacząć od zdefiniowania najistotniejszego dla liberałów pojęcia wolności. Nie udało się, więc spróbowaliśmy uzgodnić granice wolności indywidualnej, proponując formułę, że tą granicą są takie same prawa i wolności innych osób. Nasi partnerzy zgodzili się z tym i wtedy Korwin-Mikke zapytał, czyje prawa i wolności narusza, nie chcąc ubezpieczyć się pod przymusem. Odpowiedzieli, że wprawdzie niczyich praw ani wolności nie narusza, ALE TAK NIE MOŻNA! Na takie dictum oświadczyliśmy, że z faszystami nie chcemy mieć nic wspólnego i na tym dyskusja się zakończyła.(…)

 

PS. Tytuł niniejszej notatki nie jest żadnym dowodem dysleksji, dysortografii czy innego dysmózgowia autora. Wyjaśniam to, ponieważ zapożyczyłem go z filmu powstałego wcześniej, niż większość z polskich internautów podłączyła się do sieci, tzn. w 2000 roku. Nie było wtedy jeszcze nawet Neostrady! Tutaj można go ściągnąć (47MB), a to jest link do strony jego twórcy.

Kariera Nikodema Dyzmy

Serial był bardzo dobry, Wilhelmi i Pawlik rewelacyjni, ale książka… jedna z najlepszych przeczytanych przeze mnie. I nic nie traci na aktualności. PRZECZYTAJ!

Z przyczyn społecznych

(wymagana podstawowa znajomość angielskiego)

Bez komentarza.

Dopalamy

Popieram akcję protestacyjną: