Króliczki w gaciach? Piekło zamarzło.

Zaczęło sie od takiej zajawki w Google Readerze:

X edycja konkursu fotograficznego Playboya zostanie wzbogacona o nową kategorię. W tym roku jury Fotoerotica oceni fotografie w kategorii zdjęcie w bieliźnie.

Świat się kończy, pomyślałem. Króliczki Playboya w gaciach. Ale po chwili przypomniało mi się, że Playboy tonie finansowo, a tonący brzytwy się chwyta. No i rzeczywiście okazuje się, że chodzi tu o sponsoring konkursu przez wymienioną w artykule firmę bieliźniarską, o której nigdy nie słyszałem.

 

Tymczasem dwa dni później czytam, że w Niemczech:

W czasach kryzysu wydawcy poszukują coraz bardziej wyszukanych sposobów, by dotrzeć do klienta, a następnie utrzymać go przy swoim tytule. Niecodzienną ofertę dla swoich czytelników ma wydawca niemieckiego "Playboya, który oferuje… dożywotnią prenumeratę magazynu za jedyne 499 euro (2,2 tys. zł).

Oferta wydawcy niemieckiej edycji "Playboya" to nie lada gratka dla wszystkich panów, którzy regularnie podziwiają na łamach magazynu piękne, nagie ciała seksownych modelek i gwiazd estrady. A od dziś czeka ich kolejna miła niespodzianka. Za dożywotnią prenumeratę miesięcznika zapłacą jedyne 499 euro – podaje presserwis.pl.

Obecnie, roczna prenumerata niemieckiej edycji pisma kosztuje 58,80 euro.

Nie będę płakał po “Playboyu”. Kupowałem go jakieś dziesięć lat temu, głównie – uwaga! – w celu lektury. Panienki napompowane silikonem oraz podrasowane Photoshopem to nie jest mój ideał piękna, a jeśli chodzi o teksty, to z czasem okazało się, że felietony w Playboyu są coraz bardziej pretensjonalne, wywiady mdłe, jawny i ukryty sponsoring coraz bardziej nachalny… no, po prostu znudziło mi się.

Frywolny problem krawiecki

Czarna sukienka

Jakoś nie chce mi się pisać o polityce. Ostatnio przychodzą mi do głowy same banały. Dlatego dziś coś z zupełnie innej beczki.

Drogi Czytelniku, przyjrzyj się obrazkowi zamieszczonemu obok i spróbuj pomóc mi w rozwiązaniu następującego problemu:

Czy możliwe jest takie skrojenie i dopasowanie materiału, by podczas typowej aktywności* modelka była bezpieczna przed przypadkowym odsłonięciem miejsc niesfornych**?

Dla ustalenia jasnych kryteriów przyjmijmy, że:

* – mówimy o staniu, chodzeniu i siadaniu, a nie np. o tańczeniu twista
** – chodzi, na przykład, o ujawnienie faktu posiadania (lub nie) włosów łonowych ;-)

Jak do tej pory spotkałem się z następującymi opiniami:

  • no raczej nie ma siły…albo pierś albo łono w którymś momencie wylezie na wierzch (kobieta)
  • jeśli materiał dobrze skrojony po skosie to się nie przesunie (inna kobieta)
  • nie wiem jak akurat to ale sporo takich fikuśnych sie po prostu przykleja do ciała specjalną taśmą (mężczyzna)

Tak więc, tytułowy frywolny problem krawiecki uznaję za na razie nierozwiązany i oczekuję Twojej pomocy. Wpisz w komentarzu, co o tym sądzisz!

 

Ze zrozumieniem o niezrozumieniu

  • Taki sobie spontaniczny dialog dwóch dobrych kolegów. Czytelnikom ku rozbawieniu, Czytelniczkom… a cholera wie, czy się do czegoś nada Czytelniczkom.

20:16:27 D**** (1*****8)
cze poklikash?? ;)   

20:16:50 D**** (1*****8)
eee tak tylko patrząc na Twój status mnie wzięło :)

  • (status jest taki: “Ludzie mnie rozpierdalają”)

20:18:04 tolep (1308448)
heheh   

20:18:36 tolep (1308448)
mnie rozpierdalają kobiece umysły w obydwóch ciałach   

20:18:59 D**** (1*****8)
ooooooo 
20:19:01 mnie też

20:19:17 D**** (1*****8)
czasem tak że brak języka w gębie, zatyka mózg normalnie   

20:19:26 tolep (1308448)
dam Ci przykład fikcyjny, bo realny wymagałby za dużo opowieści o kontekście   

20:19:48 D**** (1*****8)
pisz, z chęcią zobaczę o co chodzi :)   

20:20:55 tolep (1308448)
ktoś mówi, ze był w sklepie z ciuchami. ja się pytam, czy mieli tam zielone czapki, a w odpowiedzi słyszę… no tak, masz krótkie włosy, nie powinieneś się tak strzyc na zimę, nie nosisz czapki, możesz się zaziębić, blablabla

a odpowiedzi na pytanie nie uzyskuję   

20:21:16 D**** (1*****8)
kurwa   

20:21:31 D**** (1*****8)
czasem budzą się we mnie proste instynkty   

20:21:48 D**** (1*****8)
chciałoby się pieprznąć lekko w łeb z prośbą o przebudzenie i zrozumienie pytania   

20:22:07 tolep (1308448)
jak to zrobić przez internet? ;-)   

20:22:12 D**** (1*****8)
<lol>   

20:22:23 D**** (1*****8)
ostatnio skecz taki w radio słyszałem, właśnie w ten deseń… najgorsze jest to, że to miało być śmieszne, a bywa to życiem   

20:22:49 tolep (1308448)
rano, gdzieś tak przed dziewiątą, jest w trójce chyba codziennie skecz o młodej dziennikarce   

20:22:55 D**** (1*****8)
oooooooo!
20:22:59 właśnie o tym mówiłem

20:23:00 tolep (1308448)
coś w ten deseń   

20:24:20 tolep (1308448)
na starość jestem skłonny przyznać, że ten kobiecy sposób myślenia tez ma swoje zalety
20:24:25 ale nadal go nie lubię

20:24:36 D**** (1*****8)
ja też nie, nadal jestem zbyt prosty i mnie wkurwia   

20:25:19 tolep (1308448)
– czy możesz podać mi sól?
– no tak, tobie nic nie smakuje, zawsze dajesz mi do zrozumienia, ze nie umiem gotować, TY JUŻ MNIE NIE KOCHASZ
   

20:25:38 D**** (1*****8)
<rotfl>
20:25:41 dokładnie

20:26:01 D**** (1*****8)
a z tego dialogu dziennikarki to szło  coś takiego: gość umówił się z dziennikarką gazety X na wywiad, ona przychodzi, on pyta czy ona jest z gazety X, ona: a co, nie pamięta pan z kim się umówił? on: nieee, pamiętam, ale chciałem się upewnić że pani to pani, ona: eee nie ma co się wstydzić sklerozy, nie ma co się tłumaczyć :D   

20:26:12 tolep (1308448)
tak, ten odcinek słyszałem   

20:26:54 D**** (1*****8)
no to właśnie mnie rozwaliło   

20:27:11 tolep (1308448)
:)   

20:29:04 tolep (1308448)
to nawet byłoby zabawne, ale skutki są potworne – zaczynasz z czasem sam siebie cenzurować, przed każdym odezwaniem się myślisz, jak to zostanie odebrane, wijesz, kluczysz, a i tak nie unikasz tego czego chcesz uniknąć   

20:29:50 D**** (1*****8)
cholera racja   

20:31:34 tolep (1308448)
i dochodzisz do wniosku, najlepsza ze złych metod to nieodzywanie się w ogóle ;-)   

20:31:56 tolep (1308448)
tak jak w tym dowcipie o małym Masztalskim, którego rodzice myśleli, że jest niemową   

20:32:30 tolep (1308448)
któregoś dnia, w szóstym roku życia, przy objedzie odezwał się "a kaj kompot?"   

20:32:44 D**** (1*****8)
:)))))))))))
20:32:48 genialny dowcip :D

20:32:52 tolep (1308448)
"synek, to ty mówisz? czemu sie nie odzywałeś nigdy?"   

20:33:01 tolep (1308448)
"bo zawsze był"   

20:33:18 D**** (1*****8)
właśnie, tylko takie nieodzywanie się… najgorsze to jest wtedy kiedy dochodzi do tego w związkach – czy nie czas wtedy spierdalać…? :)   

20:33:47 tolep (1308448)
to tez jakieś wyjście, ale trzeba wcześniej próbować czegoś innego   

20:34:11 D**** (1*****8)
pytanie czego, skoro umysł (kobiecy) funkcjonuje jak funkcjonuje   

20:34:25 tolep (1308448)
na przykład uchlać babę albo skłonić do wypalenia dwóch dżointów, to prawdopodobnie ułatwia szczera rozmowę   

20:34:33 D**** (1*****8)
nie da się specjalnie zmienić czegoś co było kształtowane przez lata, środowisko, rodzinę…   

20:34:40 D**** (1*****8)
heh :)   

20:35:11 tolep (1308448)
a propos lat….   

20:35:51 tolep (1308448)
to dobrym pomysłem jest ożenienie się z siedemnastką – wtedy jeszcze są szanse, że ja jakoś ukształtujesz i dopasujesz do siebie   

20:36:16 tolep (1308448)
kiedyś to było powszechne…
ale my w średnim wieku nie mamy na to szans raczej…

  • (obaj jesteśmy po trzydziestce) 

20:36:44 D**** (1*****8)
:)))))))   

20:37:03 D**** (1*****8)
tia :) albo – trafić na ukształtowaną która mieści się "w miarę" w widełkach :)   

20:37:30 tolep (1308448)
ale tego się nie da sprawdzić przed ślubem, bo one po prostu udają   

20:37:46 D**** (1*****8)
hhahahahahah :) święta racja :|   

20:37:48 tolep (1308448)
więc po prostu trzeba mieć szczęście :)   

20:37:58 D**** (1*****8)
tia   

20:38:01 :)

20:40:03 tolep (1308448)
i tak sobie gada rozwodnik z kawalerem   

20:40:49 D**** (1*****8)
:]   

20:41:57 tolep (1308448)
powyższy dialog, po anonimizacji, wrzucę na bloga 

Lindsey Vonn: piękna, szybka i… dziwna?

Lindsey Vonn ze złotym medalem mistrzostw świata

Oto kobieta wyjątkowa w kategorii tzw. znanych osób. Pierwsze poważne sukcesy w narciarstwie alpejskim odnosiła jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Kildow, po czym w 2007 roku poślubiła p. Thomasa Vonna i… w nowym sezonie PŚ pojawiła się pod nowym nazwiskiem. Nie jakimś podwójnym, tylko tak zwyczajnie: Lindsey Vonn.

Właśnie wczoraj, w Val d’Isere, zdobyła mistrzostwo świata w supergigancie. I powiedziała:

– To on głównie sprawił, że odniosłam tyle sukcesów w ostatnich dwóch latach. Opracowaliśmy plan i wykonujemy go. Razem stanowimy wspaniały zespół – podkreśliła zasługi męża.

Niby zwyczajne, a niecodzienne.

Lindsey Vonn świętuje w Val d'Isere

Panią Vonn podziwiam, panu Vonnowi zazdroszczę, a państwu Vonnom życzę szczęścia :-)

(Zdjęcia agencji Reutera, wraz z cytatem zaczerpnięte ze Sport.pl)

Twarz warszawskiej Syrenki

GWno podaje, że czytelnicy pisma Machina wybrali Monikę Olejnik twarzą warszawskiej Syrenki. Jako, że na rynku prasy kryzys, a praca grafików od Photoshopa jest droga, zrobili twarz i rękę, resztę przykrywając gazetami.

Niedziwne.

Okładka pisma Machina

fot. Jacek Grąbczewski/AKPA

Sutki

Wracałem kiedyś pociągiem z dośc dalekiej podróży. Obskurny wagon z przedziałami, zatłoczony korytarz. Kilka metrów dalej – dziewczyna, wpatrzona w okno. Pewnie też skądś wracała. Zadzwoniła jej komórka. I nagle – trudno określić moment – w momencie spojrzenia na wyświetlacz albo na samym poczatku rozmowy, przez stanik i bluzkę zaczęły się przebijać sutki. Na tyle wyraźnie, że błyskawicznie przyciągnęły moje oko. Zniknęły krótko po rozmowie, zresztą nie była to rozmowa, tylko raczej szczebiot.

Rozrzewniłem się wtedy, pamiętam dobrze. Zrobiło się cieplej i radośniej. Pomyślałem sobie: „Co za szczęśliwy facet, chciałbym żeby na mnie ktoś tak reagował”.

Wczoraj wieczorem przypadkowo przypomniał mi się ten moment w rozmowie ze znajomą na komunikatorze. Napisała mi: „chciałabym mieć kogos, na kogo tak bym reagowała…”.

W gruncie rzeczy, przecież o to nam wszystkim chodzi, prawda?

Cytat z thrillera

Żyję w czasach, gdy większość kobiet wydaje się mieć nasrane we łbie. No dobrze, mogę się mylić, moja statystyka opiera się na niereprezentatywnej próbce tych, które postanawiają ze mną porozmawiać przez internet. Poza tym, dziś jestem wściekły z powodu jednej z nich. Odczuwam czystą, nieuzasadnioną racjonalnie zawiść, która mnie swędzi jak ukąszenie meszki i którą po prostu muszę przeczekać. Postanowiłem wrzucić tutaj kawałek literatury, tak dla odreagowania.

Do przyjazdu pociągu z Londynu i… Mary pozostało mi jeszcze dwadzieścia minut. Mary to dla mnie wszystko. Byłem z nią żonaty zaledwie od dwóch miesięcy, ale wiedziałem, że tak będzie do końca moich dni. Jest dla mnie wszystkim. Każdy mężczyzna z łatwością używa takich słów, które są tanie i zwykle nie mają większego znaczenia. Jednak nie w wypadku Mary – trzeba ją najpierw zobaczyć, by uwierzyć, że to prawda. Jest drobną śliczną blondynką o zdumiewająco zielonych oczach. Lecz nie to stanowi o jej wyjątkowości – wieczorem w Londynie, kiedy jest największy ruch, bez trudu można spotkać przynajmniej kilka drobnych ślicznych blondynek na wyciągnięcie ręki. Nie chodzi też o otaczającą ją zaraźliwą atmosferę szczęścia, której każdy ulega, ani o jej nieodparcie  wesołe usposobienie, czy radość życia rzucającą się w oczy jak u kolibra. W niej jest coś więcej. Coś szczególnego w twarzy, oczach i głosie, we wszystkim, co mówi i robi. Właśnie to sprawia ,że jako jedyna znana mi osoba nie ma wrogów ani wśród kobiet, ani wśród mężczyzn. Tylko jedno słowo może opisać tę szczególną cechę, choć jest staroświeckie i często używane w ujemnym znaczeniu – dobroć. Mary sama nie znosi tak zwanych dobrych ludzi i nazywa ich świętoszkami, ale jej własna dobroć otacza ją w wyczuwalny sposób niczym pole magnetyczne, przyciągając do niej więcej nieudaczników, rozbitków życiowych, poszkodowanych na ciele i umyśle, niż w sumie kilkanaście osób może spotkać w ciągu całego życia. Jednakowo lgnie do niej staruszek, który dożywa swych dni, drzemiąc na parkowej ławce w bladych promieniach jesiennego słońca, i ptak ze złamanym skrzydłem. Złamane skrzydła to jej specjalność i dopiero teraz zacząłem sobie uświadamiać, że po każdym złamanym skrzydle, jakie leczyła, zjawiało się następne, którym poza nią nikt w świecie nie wiedział. Ten idealny obraz dopełnia jedna wada, nadająca Mary cechy ludzkie – wybuchowy charakter, co przejawia się w najbardziej widowiskowy sposób z akompaniamentem odpowiednio szokującego języka, ale tylko wówczas, gdy widzi ptaka ze złamanym skrzydłem… albo osobę, która ponosi za to odpowiedzialność. Jest moją żoną, a ja wciąż nie przestaję się dziwić, dlaczego za mnie wyszła. Mogła przecież poślubić tylu innych, a wybrała właśnie mnie. Pewnie dlatego, że przypomniałem jej ptaka ze złamanym skrzydłem. Gąsienica czołgu, która strzaskała mi nogę w błocie pod Caen, i ten pocisk gazowy, co tak mi opalił całą połowę  twarzy, że Adonis by się do niej nie przyznał – chirurgia plastyczna okazała się bezsilna, a  moje lewe oko z trudem rozróżnia dzień i noc – wszystko to uczyniło mnie ptakiem ze złamanym skrzydłem.

Przyjechał pociąg i zobaczyłem ją, jak wyskakuje z przedziału około dwudziestu metrów ode mnie, a za nią jakiegoś tęgiego faceta w średnim wieku, w meloniku i z parasolem, dźwigającego jej walizki – wypisz wymaluj wielkomiejski kapitalista, który gnębi ubogich i eksmituje wdowy i sieroty. Nigdy przedtem go nie widziałem i byłem pewien, że Mary go nie znała. Ona po prostu zniewalała otoczenie – ludzie, po których najmniej można się tego spodziewać, wprost bili się o to, żeby jej pomóc, a ten kapitalista wyglądał na takiego, co umie walczyć.

Nadbiegła po peronie i wpadła na mnie z takim impetem, że ledwo utrzymałem się na nogach. Powitaniom nie było końca, a choć wciąż jeszcze nie mogłem się pogodzić ze zdziwionymi spojrzeniami współpasażerów, to jednak powoli zaczynałem się do nich przyzwyczajać. Ostatni raz widziałem ją tego samego dnia rano, a witała się ze mną jak z dawno utraconym kochankiem, który wraca do domu po długoletnim pobycie na pustkowiach Australii. Akurat stawiałem Mary na ziemi, kiedy nadszedł kapitalista, rzucił walizki, promiennie uśmiechnął się do mojej żony, uchylając kapelusza, i ruszył dalej. Odchodząc tanecznym krokiem, wciąż z promiennym uśmiechem zapatrzony w Mary, spadł z peronu. Kiedy wstał i zaczął się otrzepywać, w dalszym ciągu promieniał. Ponownie uchylił kapelusza i znikł.

Tak, to thriller. Konkretnie: "Szatański wirus" Alistaira MacLeana. Znam ten fragment niemal na pamięć od paru lat… jest bezkonkurencyjny.

Okoliczności przyrody

Wspominałem już w tej notatce, że czasami będę dawał wyraz w ten czy inny sposób… To właśnie jest ten inny sposób. Poza tym, Notatki potrzebują od czasu do czasu jakiegoś miłego akcentu wizualnego. Postaram się przy tym nie przekraczać pewnych granic.

Co prawda, przyrodnicze tło nie zawsze jest gwarancją uatrakcyjnienia fotografowanego obiektu, ale w tym przypadku sprawdza się świetnie, nieprawdaż? ;-)

Znalezione przy piwku w internecie

Edyta, pracowita mróweczka

Edyta Lewandowska Co tu kryć, podoba mi się Edyta Lewandowska.

Obiektywny profesjonalizm, bezpretensjonalny, nie pozbawiony ciepła wdzięk, z jakim prezentuje informacje w TVP Info i w I Programie PR, przyjemny radiowy głos i widoczna w telewizji delikatna uroda ozdobiona wiosennym uśmiechem – to wszystko poprawia mi zwykle nastrój.

A skąd tytuł tej notatki? Stąd, że Edyta Lewandowska nierzadko od szóstej do południa prowadzi serwis informacyjny w telewizji (co znaczy, że pewnie wstaje przed czwartą), po czym jedzie do radia i do późnego wieczora czyta wiadomości w Jedynce. Podziwiam…

(To pierwszy wpis w tej kategorii. Niektóre kobiety po prostu robią na mnie – w ten czy inny sposób – takie wrażenie, że będę od czasu do czasu dawał – w ten czy inny sposób – temu wyraz. )